Ewa Wanat pomyliła role i popełniła błąd

Opublikowano Kategorie Bez kategorii

Cztery lata temu wyrzucono mnie dyscyplinarnie z pracy. W trakcie trwania zwolnienia lekarskiego, związanego z kliniczną depresją, wywołaną długotrwałym stresem. Wyrzucono mnie za to, co napisałem na Facebooku o pracodawcy. W dyskusji, w której ktoś pytał, czy polecam pracę u tegoż pracodawcy, postanowiłem się udzielić i napisałem, że „nie polecam – lepszy obóz pracy w Chinach”. Wtedy byłem rozgoryczony, smutny i jak sądziłem ta kwiecista metafora robi ze mnie bohatera. Nie zrobiła. Zrobiła ze mnie bezrobotnego, który potem wydał 7 tysięcy na prawników by przegrać, w kolejnych instancjach. Dziś nie jestem rozgoryczony. 3 miesiące po tym zdarzeniu wygrałem Startup Weekend, potem pracowałem dla i ze wspaniałymi ludźmi. Ale to nie będzie opowieść o tym, jak to super się podźwignąć jak Feniks z popiołów. Od tego macie smutnych trenerów rozwoju osobistego. To będzie opowieść, że myliłem się w ocenie sytuacji i że popełniłem błąd. I opowieść o tym, że taki sam błąd popełniła Justine Sacco i Ewa Wanat. Pomyliliśmy role społeczne i pogubiliśmy się w przestrzeni publicznych wypowiedzi.

Tarvis i Aronson napisali dobrą książkę „Błądzą wszyscy. Tylko nie ja”. Warto przeczytać ją w całości by zrozumieć, dlaczego Nixon i Bush bronili swoich błędnych decyzji. Ale już sam tytuł wiele mówi o nas i o tym jak reagujemy na własne błędy – błądzą wszyscy, tylko nie ja. Cztery lata temu łagodziłem swój dysonans poznawczy i znajdowałem wszystkie dowody na to, że miałem prawo tak napisać. Ewa Wanat też to robi. I też idzie do sądu. Justine Sacco też napisała to, co w danej chwili myślała. I jeden tweet o treści „Lecę do Afryki, mam nadzieję, że nie dostanę AIDS. Żartowałam, jestem biała”. I straciła wszystko. W jednym jedynym wywiadzie od tej katastrofy, która przekreśliła ją zawodowo i prywatnie, przyznaje że popełniła błąd. A to cholernie trudne, choć możliwe.

Wpis Justine Sacco i Ewy Wanat nie szkalowały wizerunku pracodawcy, jak mój. Wszystkie jednak te wpisy łączy jedno. Są krótkimi, wyrażonymi w emocjach, skrawkami komunikacji medialnej, udostępnionymi publicznie. Celowo piszę publicznie, bo sama kwestia, czy profil jest prywatny czy publiczny nie rozgranicza, czy sam komunikat jest publiczny czy prywatny. Prywatnie to ja sobie mogę pogadać przy kawie. Wszystko co wrzucamy do sieci w mediach społecznościowych jest publiczne. Warto sobie z tego zdawać sprawę. Wszystkie też wpisy są w zamierzeniu celną pointą, mocnym komunikatem. W zamierzeniu oczywiście metaforycznym. Bo nie sądzę, żeby Pani Wanat naprawdę sądziła, że Elbanowskim rodzą się nierozgarnięte dzieci. Nie sądzę, żeby Sacco naprawdę sądziła, że bycie białym chroni przed AIDS. A już na pewno nie sądzę, żeby naprawdę lepiej było pracować w obozie pracy niż u mojego pracodawcy. Metafory są fajne. Mocne metafory też. Tylko, że trzeba też przyjąć na klatę konsekwencję takich metafor, a nie bronić się wolnością wypowiedzi. I mówi to osoba, która dużo straciła przez jedną kwiecistą metaforę.

Justine Sacco we wspomnianym wywiadzie powiedziała, że jej wpis miał być w zasadzie szyderczym podsumowaniem sytuacji, w której biali amerykanie są naprawdę uprzywilejowani jeśli chodzi o dostęp do leczenia i ochronę przed AIDS. Jak sama mówiła, To put it simply, I wasn’t trying to raise awareness of AIDS or p*** off the world or ruin my life. Living in America puts us in a bit of a bubble when it comes to what is going on in the third world. I was making fun of that bubble. Czyli intencje były słuszne, tylko jakoś świat nie zrozumiał. Moje intencje też były słuszne – chciałem ochronić kogoś przed pracodawcą, o którym nie miałem najlepszego zdania. Tylko jakoś nie wyszło. Pani Ewa Wanat też miała pewnie słuszne intencje – tylko świat nie zrozumiał. Bo tu nie chodzi o treść i opinie. Tę może mieć każdy. Chodzi o formę.

Justine Sacco mówi, że pomyliła role społeczne. Bo gdyby była komikiem, to gorsze „żarty” uchodziłyby jej płazem. W końcu komicy SNL pokazują, że można śmiać się z wszystkiego. Jeśli jest się komikiem. Ja też pomyliłem rolę – mogłem ostrzegać, ale nie musiałem używać do tego takiej kwiecistej metafory. Pani Ewa też mam prawo do opinii – w końcu jest dziennikarką – ale musi się też pogodzić z tym, że forma żartu z „nierozgarniętych dzieci Elbanowskich” nie jest dobrą do komunikowania opinii na temat obowiązku szkolnego sześciolatków.

Nadal uważam, że u mojego byłego pracodawcy nie było jak u Pana Boga za piecem. Nadal uważam, że sześciolatki powinny chodzić do szkoły i że kampania Państwa Elbanowskich jest populistyczna. Nadal uważam, że biali ludzie mają łatwiej na świecie niż mieszkańcy czarnej Afryki. Ale potrafię też przyznać, że popełniłem błąd pisząc o „obozie pracy” i z dumą opowiadając o tym, jaka to fajna metafora. Przyznanie się do błędu i złej oceny własnego zachowania jest cholernie trudno. Inaczej nie powstałoby wiele dobrych teorii, które wyjaśniają dlaczego to właśnie takie trudne. Ale naprawdę bardzo wyzwalające. Nie wszyscy jesteśmy komikami i satyrykami. Wszyscy mamy opinie i dostęp do mediów społecznościowych. I korę przedczołową, która pomoże nam nieco zracjonalizować to, co chcemy napisać pod wpływem emocji. Warto.