Wybierz pracę, którą kochasz, a w całym życiu nie będziesz musiał przepracować ani jednego dnia: #prawda_czy_fałsz_44

Opublikowano Kategorie LifestyleTagi , , ,

Nieśmiertelna Konfucjańska prawda. Albo „prawda”, jak się zaraz okaże. Wybierz pracę, którą kochasz, a w całym życiu nie będziesz musiał przepracować ani jednego dnia. Czy aby na pewno?

To zdanie to takie bałamutne uproszczenie, które lubią rzucać ze sceny szczególnie ci, którym się z różnych względów powiodło. Czasem jakiś blogger lub instagramerka zaserwują nam taką złotą myśl okraszoną uroczym zdjęciem z „niepracowania”.

Zacznijmy od tego, czy my faktycznie WYBIERAMY pracę.

Teoretycznie tak. Praktycznie – śmiem twierdzić, że nie. W każdym razie nie jest to wybór między pracą beznadziejną a pracą marzeń, o której zdaje się mówić Konfucjusz.

Jakiś czas temu internetowy celebryta nadawał z magazynów Amazona w Polsce. Był niezwykle podekscytowany. Odwrotnie proporcjonalnie do pracujących tam ludzi, którzy od wielu miesięcy sygnalizują potężne przekroczenia i niedopatrzenia w tym miejscu. No cóż, ktoś musi pracować bez przerw na siku, żeby Bezos mógł być najbogatszym człowiekiem.

Gdy ktoś sensownie na forum zwrócił celebrycie uwagę, że warto się przyjrzeć nie tylko majątkowi Bezosa, ale także warunkom pracy i przestać jarać się sukcesem za wszelką cenę (przy czym tę cenę w dużej mierze ponoszą inni), ten odpowiedział: „przecież każdy z tych ludzi może wybrać, założyć działalność gospodarczą i zacząć budować swój sukces”.

Zaskakujące, że zazwyczaj te rady dają ci, którym się udało. I którzy nie mieli niezwykle utrudnionego startu.

Nie podważam wysiłku włożonego w budowanie biznesów, zdobywania followersów. Ale może przestańmy się bałamucić myślą, że wszyscy są równie szczodrze przez los uposażeni.

Wybór pracy to w większości wybór ludzi zachodu. Dodatkowo uprzywilejowanych ludzi zachodu. Bo nawet w rozwiniętym świecie, możliwości wybierania pracy, w której ostatecznie lądujemy, są mocno ograniczone. Często jest to wybór między pracą zwykłą, beznadziejną, a denną. Czasem tylko między beznadziejną a denną. Z powodu biedy, wykluczenia komunikacyjnego, ograniczeń intelektualnych, nierówności w oświacie i innych minusów i okoliczności od nas niezależnych wolność wyboru drogi zawodowej, która prowadzi do owej „pełnej pasji miłości” jest naprawdę dla wielu nieosiągalny.

Tylko, że o tym zapominają ci, którym z powodu większej dostępności do usług, wyższego IQ, dane było wybierać.

Fajnie jest myśleć z poziomu Kyle Jenner, że możesz osiągnąć wszystko na nawet być „self-made billionaire”. Popatrz świecie, jak Jenner super wybrała! Zastanówmy się jednak co to znaczy być self-made billionaire w przypadku Jenner. Urodziła się w bardzo uprzywilejowanej rodzinie Kardashian Jenner. Jej ojciec biologiczny (obecnie marka Caitlyn Jenner) był wybitnym sportowcem. Matka – Kris Jenner (rozwiedziona z wpływowym adwokatem Robertem Kardashianem, który bronił między innymi O.J. Simpsona) jest bizneswoman i celebrytką.

Pierwsze duże pieniądze Kyle Jenner zarabiała biorąc udział w telewizyjnym reality show. Potem wpadła na genialny pomysł wypuszczenia linii kosmetyków i innych marek sygnowanych nazwiskiem. Kto bogatemu, uprzywilejowanemu zabroni. Mam jednak problem z tym self-made.

Fajnie jest myśleć, że możliwości są nieograniczone a pieniądze leżą na ulicy. Wystarczy się tylko schylić i chcieć. Wystarczy…

Fajnie myśleć, że możemy zdecydować czy zostać gwiazdą sportu, muzyki, wybitnym kompozytorem, czy może cieślą, nauczycielem, czy kreatorem mody. Większość ludzi na ziemi ma wybór między sprzątaniem biur a mieszkań. Między prowadzeniem ciężarówki czy autobusu. Między pracą w magazynach Amazona a pracą w fabryce. Często jest to nie wybór, o którym mówił Konfucjusz. To raczej wybór między mieć pracę a nie mieć pracy.

Wybieranie świetnie brzmi w teorii. W praktyce trudno jest mieć taką absolutną wolność wyboru między pracą, której się nie kocha, a taką, którą się kocha.

Druga część konfucjańskiej prawdy też mnie zastanawia. To sugestia, że jak się już wybierze odpowiednią pracę, nie będzie to praca. Tylko jakieś pasmo puszystego jak Almette flow. Totalna pasja okraszona ekstazą.

Muszę przyznać, że ja mam wielkie szczęście i teraz wykonuję pracę, która jest fantastyczna. Jednak nawet ja odczuwam ją często jako pracę. Owszem, gdy piszę – mam flow. Gdy szkolę, czy występuję na konferencjach – mam flow. Ale gdy negocjuje, rozliczam, przygotowuję materiały, drukuje, raportuje, sprawdzam, kupuję bilety, układam logistyczne puzzle, odpisuje na maile i fakturuje, to już jakiegoś wielkiego flow nie doświadczam. Nie będę narzekać, chociaż to część raczej znojna. I tak jest w każdej PRACY. Umiłowana praca to także bardzo często znojna i trudna praca, po której jesteś zmęczony, czasem sfrustrowany.

Esencją myśli konfucjańskiej jest, że praca, którą kochasz jest niezbędna przepustką do życia, w którym praca nie powoduje szkód (nie jest pracą w ogóle).

Żeby dobrze zrozumieć nieścisłość tego cytatu znajdźmy miarę, która najbardziej określa miłość do pracy. Proponuję zaangażowanie. Czyli pozytywną wewnętrzną motywację by robić to, co trzeba zrobić.

Zaangażowanie – obojętnie czy pracujesz dla kogoś czy dla siebie – generuje największe korzyści. Zaangażowani pracownicy niemal zawsze czują więź z pracą i organizacją na co najmniej trzech poziomach. Wkładają więcej wysiłku fizycznego. W zadania inwestują więcej potencjału poznawczego. Czują się bardziej emocjonalnie związani z szefem, współpracownikami i z pracą. Tak więc zaangażowanie w pracę jest tym konstruktem, który chyba najpełniej obrazuje namiętną miłość do pracy.

Dla osób, które powiedziały „prawda” w odpowiedzi na Konfucjuszowską myśl oznacza to, że będąc zaangażowanym w pracę się nie pracuje. A to nieprawda.

Po pierwsze dlatego, że nikt nie kocha swojej pracy cały czas. Badania A. B. Bakkera (2014) pokazują, jak często zmienne są postawy nawet najbardziej zaangażowanych pracowników. Czasem jest dobrze. Czasem jest do bani. Ze wspomnianych badań wynika, że „fluktuacja jest istotna”. A zmienność środowiska i warunków pracy oznacza, że czasem pracę kochasz, a czasem nie. Najbardziej zaangażowani pracownicy doświadczają okresów braku zaangażowania, kiedy praca, którą kochają, jest po prostu – PRACĄ. Tyrą, harówką, robotą. Wtedy też uświadamiają sobie, że to co ich trzyma na miejscu pracy to jednak gratyfikacja finansowa. A nie pasja.

Ciągłe, bezkompromisowe zaangażowanie może być też groźne. Jak zauważa W.A. Kahn (autor badań nad zaangażowaniem pracowniczym), zaangażowanie jest „stosunkowo wyczerpujące w kontekście czujności i osobistego wysiłku, którego wymaga…”.

W jednej z moich prac byłem tak zaangażowany, że się wypaliłem. Bo w miłości można też spłonąć. Dlatego ośmielam się poprawić myśl Konfucjusza.

Wybierz najlepszą pracę jaką możesz wybrać biorąc pod uwagę możliwości. I pamiętaj, że i tak będziesz musieć pracować większość dni.

Bakker, A.B., Hetland, J., Kjellevold Olsen, O., & Espevik, R. (2019). Daily strengths use and employee well-being: The moderating role of personality. Journal of Occupational and Organizational Psychology, 92, 144-168.

Bakker, A.B. (2014). Daily fluctuations in work engagement: An overview and current directions. European Psychologist, 19, 227-236

William A. Kahn, (1990) Psychological Conditions of Personal Engagement and Disengagement at Work, The Academy of Management Journal, Vol. 33, No. 4 , pp. 692-724

Photo by Fancycrave.com from Pexels