Wszyscy jesteśmy pisowcami, czyli o radykaliźmie na FB

Opublikowano Kategorie Bez kategorii

Na Facebooku jest milusińsko. Nie ma przycisku nie lubię. Nie ma złych emocji. Nie ma radykalnych poglądów. Wszyscy się do siebie uśmiechamy jak Monika Richardson na bankiecie. Ale wystarczy powiedzieć coś niepopularnego i wrzucić komentarz, który nie pozostaje w zgodzie z mądrością i przekonaniami stada. Wtedy zaczyna się lincz werbalny. Mechanizm ten obserwuję za każdym razem kiedy delikatnie zwracam uwagę na brak logiki wypowiedzi, literówkę, czy po prostu mijanie się z prawdą osoby, która coś tam sobie postuje. Od razu zaczyna się obława i wszelkie mechanizmy dynamiki grupy, znane tym, którzy mieli przyjemność poczytać sobie coś z psychologii społecznej. Nagonka jest tym dotkliwsza im seksowniejszy, bogatszy, bardziej lubiany lub wpływowy jest obiekt ataku… pfu, nawet nie ataku, po prostu delikatnej krytyki. Po takim psztyczku każdy reaguję na nas z równym zrozumieniem co Antonii Macierewicz na Gazetę Wyborczą.  A szkoda, bo jest na to metoda… Sam zresztą się o tym przekonałem – wystarczy przykryć kocykiem zranione ego, pochylić się nad swą zdeptaną samooceną i zastanowić się, czy ktoś, kto zwraca nam na coś uwagę, nie robi tego po prostu w dobrej wierze, a nie dlatego, że chce nas posłać do Berezy Kartuskiej.