Sir Ken Robinson – mistrz anegdoty, jajko i Kardashianki.

Opublikowano Kategorie Lifestyle, Pitching, Psychologia, Tak tylko mówięTagi , , , ,

Gdy mi smutno i źle. Gdy skrzywiona perspektywa poznawcza rysuje w korze czołowej obraz nędzy i rozpaczy świata wokół. Gdy amygdala reaguje lękiem, przekonuję sam siebie, że nie jest tak źle. Wchodzę na stronę TED.com i patrzę na licznik wyświetleń pod najpopularniejszym wystąpieniem Sir Kena Robinsona. Ponad 66 milionów. To o 50 milionów więcej niż najpopularniejszy film video Kylie Jenner. Jednej z Kardashianek.

W jej przypadku cieszę się też z tego, że palmę pierwszeństwa w pojedynku na Instagramowe like, odebrało jej jajko.

Tak – monument kapitalistyczno-medialnej degrengolady pokonany przez jajko i edukatora w nudnych oprawkach, za dużej marynarce i modowo-wątpliwych butach. Absurdalny humor (jajko) i piękna idea kreatywnej edukacji wygrywa z laminowanymi brwiami, kwasem hialuronowym i Instagramowym filtrem.

O jajku napiszę innym razem. Dokumentację do tego case study zbieram na konferencję Golden Marketing Conference.

Dziś zajmę się wystąpieniem Sir Kena Robinsona. A w zasadzie jedną z technik, które sprawiały, że wszystkiego jego wystąpienia były doskonałe. To umiejętność wplatania w wystąpienia krótkich, treściwych anegdot – mini historii.

We wspomnianym (najpopularniejszym) wystąpieniu pt. Do Schools Kill Creativity? jest ich wiele. Każda ma sens. Jak choćby ta:

Słyszałem ostatnio świetną historię. Uwielbiam ją opowiadać. o małej dziewczynce na lekcji rysunku. Miała 6 lat i siedziała z tyłu, rysując. Nauczycielka twierdziła, że dziewczynka nie może skupić uwagi, a jednak na zajęciach z rysunku potrafiła. Nauczycielka podeszła do niej i zapytała: „Co rysujesz?” Na co dziewczynka: „Rysuję obraz Boga.” Nauczycielka: „Ale nikt nie wie jak wygląda Bóg..” A dziewczynka: „To za minutkę się dowiedzą.”

Albo następująca zaraz po niej ta:

Kiedy mój syn James miał cztery lata […] wziął wówczas udział w Jasełkach. Pamiętacie tą historię? To znana historia. Wszyscy ją znają. Mel Gibson nakręcił kontynuację, może widzieliście? „Jasełka II”. Tak czy inaczej, James dostał rolę Józefa, i byliśmy tym podekscytowani. Uważaliśmy, że to jedna z głównych ról. Miejsce zapełniliśmy „agentami” w koszulkach z napisem: „James Robinson JEST JÓZEFEM”. Nie musiał nic mówić, ale znacie ten fragment kiedy wchodzą trzej królowie. Przynoszą dary, niosą złoto, kadzidło i mirrę. I to się naprawdę stało. Siedzieliśmy tam a chłopcy zapomnieli sekwencji bo potem zapytaliśmy jednego z nich „Wszystko ok?”. Odpowiedział: „Jasne, a co? Coś było nie tak?” Zrobili małą podmianę, nic wielkiego. Tak czy owak, trzej czteroletni chłopcy weszli z kuchennymi ręcznikami na głowach, postawili swoje pudełeczka i pierwszy z nich powiedział: , „Przynoszę ci złoto.” Drugi powiedział: „Przynoszę ci mirrę.” a trzeci powiedział: „Frank to przysłał”.

Obie anegdoty to formy ultrakrótkie. Precyzyjne, celne. Mają perfekcyjnie poprawną strukturę. Jest ekspozycja. Poznajemy bohatera/kę. Robinson mapuje miejsce i czas. Buduje kontekst z tego, co niezbędne. Potem opisuje zdarzenie. Zawsze z idealnie podaną, wyczekaną pointą. Dialogi cytuje. Nie wtłacza wypowiedzi bohaterów w zatęchłą formę mowy zależnej.

To mistrzostwo małej formy. To także mistrzowsko wykorzystane narzędzie. Bo Sir Robinson nie opowiada ich jedynie by bawić. Przytacza je, żeby wysnuć z nich myśl. Prawdę. I tę prawdę uwiarygodnić.

Po dwóch wspomnianych historyjkach Sir Robinson mówi:

Te historie łączy fakt, że dzieci zawsze korzystają z okazji. Jeśli czegoś nie wiedzą, to spróbują improwizacji. Mam rację? Nie boją się, że się pomylą. Nie chodzi mi o to, że mylić się to to samo, co być kreatywnym. Ale powinniśmy wiedzieć, że jeśli nie jesteś przygotowany na pomyłkę, nigdy nie będziesz w stanie wymyślić nic oryginalnego. Jeśli nie oswoisz się z pomyłką! I jeszcze zanim dzieci dorosną większość z nich traci tą ‚zdolność’. Boją się popełniać błędy.

Ten wniosek, który wyprowadza z dwóch anegdot Sir Robinson to także główna myśl – oś prezentacji. System edukacyjny zabija kreatywność.

Anegdoty w wystąpieniu Sir Kena Robinsona to cudne bakalie w arcyważnym keksie o edukacji. Czasem ilustrują tezy. Czasem służą tylko rozbawieniu. To też ważna funkcja – śmiech kupuje okienko uwagi. Zmienia też nastawienie odbiorcy do treści. Gdy jesteśmy w lepszym nastroju, jesteśmy bardziej otwarci i szybciej się uczymy¹.

Swoje wystąpienie Robinson zaczyna seria krótkich anegdot. Kończy je jedną nieco dłuższą. To historia Gillian Lynne. Zwróć uwagę na strukturę – jest ekspozycja (kontekst). Są bohaterowie. Rozumiemy i znamy ich intencje. Zarówno tych pierwszo-, jak i drugoplanowych. Dialogi są podane jak w dobrym scenariuszu. Zero mowy zależnej. Są też drobne szczegóły, które ułatwiają odbiorcy wejście w historię. To „gabinet wyłożony dębową boazerią”, „radio stojące na biurku”. Takie drobne konkretne artefakty są dla mózgu słuchacza jak puszysty suflet. Widzi je. I dzięki temu bardziej empatyzuje².

Prześledź ten fragment:

Sprowokowała mnie do tego rozmowa, ze wspaniałą kobietą, o której niewielu słyszało, nazywa się Gillian Lynne, kojarzycie? Niektórzy na pewno. Jest choreografem i wszyscy znają jej projekty. Pracowała nad „Cats” i „Upiór w operze”. Jest wspaniała. […] Podczas wspólnego obiadu zapytałem: Jak to się stało, że zostałaś tancerką? I co ciekawe, jako uczennica była beznadziejna. Szkoła, a było to w latach 30, wysłała list do jej rodziców mówiąc, „Gillian ma trudności z nauką.” Nie potrafiła się skoncentrować ciągle się wierciła. Teraz nazwaliby to pewnie ADHD. Czyż nie? Ale to działo się w 1930 roku, ADHD wówczas jeszcze nie istniało. To była niedostępna ‚choroba’. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że można ją mieć.

W każdym razie, matka zabrała Gillian do specjalisty wprowadziła ją do gabinetu wyłożonego dębem i posadziła na krześle na końcu. Siedziała na rękach przez 20 minut kiedy facet rozmawiał z jej matką o wszystkich problemach Gillian w szkole, o tym jak przeszkadzała ludziom, nie odrabiała lekcji i tak dalej, typowe 8 letnie dziecko. Na koniec lekarz usiadł obok Gillian i powiedział: „Gillian wysłuchałem twojej mamy, a teraz muszę porozmawiać z nią na osobności. Poczekaj tu, zaraz wrócimy, to nie potrwa długo.” I wyszli zostawiając ją samą. Ale wychodząc lekarz włączył radio stojące na jego biurku. I kiedy wyszli z pokoju, lekarz powiedział do matki „Proszę ją obserwować”.

Po chwili, dziewczynka wstała i zaczęła ruszać się w rytm muzyki. Patrzyli na nią przez kilka minut, po czym lekarz zwrócił się do matki: „Pani Lynne, Gillian nie jest chora, ona jest tancerką. Proszę zabrać ja do szkoły tańca.” Zapytałem: „I co się stało?” Powiedziała: „Zabrała mnie tam. To było cudowne. Weszłyśmy do pomieszczenia, pełnego ludzi takich jak ja. Ludzi, którzy nie umieli usiedzieć w miejscu. Ludzi, którzy potrzebowali ruchu, żeby myśleć.” Tańczyli balet, tap, jazz, taniec nowoczesny, współczesny.

Potem dostała się do Królewskiej Szkoły Baletowej została solistką, rozpoczęła wspaniałą karierę zawodową Potem, gdy ukończyła Królewską Szkołę Baletową założyła własną firmę, Gillian Lynne Dance Company, zaczęła współpracę z Andrew Lloyd Weberem. Stworzyła jedne z najsłynniejszych musicali w historii, sprawia radość i przyjemność milionom ludzi, a sama jest multimilionerką. Inny lekarz mógł przepisać jej leki i kazać się uspokoić.

Z tej dłuższej anegdoty Sir Robinson też wyciąga wniosek. Gęsto nadziany nadzieją. Jeśli odpowiednio wykorzystasz swój potencjał, osiągniesz mistrzostwo. Pod warunkiem, że szkoła twojego potencjału nie zabije.

To wystąpienie i wiele innych oglądam co jakiś czas. Widzę w nim mnóstwo dobrego. Dostrzegam też dwa błędy. Pierwszy to powielanie mitu o prawo- i lewopółkulowcach (fragment o profesorach akademickich) oraz nieprawdziwy cytat o tym, że jeśli wyginą pszczoły, to w ciągu 50 lat wyginie ludzkość.

Jestem pewien, że gdybym zwrócił na to uwagę, Sir Robinson przyjąłby tę informację zwrotną ze spokojem. I poprawiłby wypowiedź.

Nigdy tego nie zrobię. Sir Robinson zmarł 21.08.2020 w wieku 70 lat. Młodo. Za szybko.

Jego dzieło żyje. I będzie żyło. Oby zawsze było popularniejsze od Kardashianek! Możesz w tym pomóc. Oglądaj, polecaj i dyskutuj. A jeśli masz dziecko, pilnuj by system nie zabił jego naturalnej kreatywności.


¹ A Review of Humor in Educational Settings: Four Decades of Research, John A. Banas ,Norah Dunbar,Dariela Rodriguez &Shr-Jie Liu, Communication Education, Volume 60, 2011 – Issue 1

² Hasson, U., Ghazanfar, A.A., Galantucci, B., Garrod, S., Keysers, C. (2012) Brain-to-brain coupling: mechanism for creating and sharing a social world. Trends in Cognitive Science 16(2):114-121.