Kocham, lubię, szanuję, powątpiewam. Jak myśleć o myśleniu.

Opublikowano Kategorie Lifestyle, Marketing, Psychologia, Tak tylko mówięTagi , ,

Mam dla ciebie zadanie. Dodaj liczby 2 + 2. Poszło szybko? Czy trzeba było wyciągnąć liczydło lub policzyć na paluszkach? Zakładam, że automatycznie wyskoczył ci wynik 4. Nawet zanim twój mózg do końca przetworzył zdanie Dodaj liczby 2 + 2.

A teraz pomnóż 784 x 41. Tym razem bez względu na wiek nie odpowiesz szybko i intuicyjnie. Musisz skorzystać z kalkulatora. Albo przypomnieć sobie schemat mnożenia i obliczyć wynik na kartce. No chyba, że jesteś jak bohater filmu Rain Man.

Odpowiedź na pytanie ile jest 2 + 2 przychodzi łatwo, automatycznie. Wręcz intuicyjnie. Nad drugim wynikiem musisz popracować. Wysilić się. A to nasz mózg niespecjalnie lubi.

Jeśli powiem ci, że jutro będzie 5℃, intuicyjnie sięgniesz po coś cieplejszego. Jeśli jednak powiem, że jutro będzie 98℉, to pewnie żadna intuicja ci nie pomoże. Chyba, że wychowywałeś/aś się w USA. 

Intuicyjne, uproszczone reakcje naszego mózgu na świat, zjawiska i ludzi czy treści w Internecie są normalne. Taki szybki skrótowy sposób przetwarzania informacji dał nam totalną przewagę ewolucyjną. Dawał odpowiedzi wystarczająco dobre. Choć nie zawsze trafne. Tylko, że kiedyś koszt nie zawsze trafnej odpowiedzi był mniejszy. Dziś może kosztować cię życie.

Szczególnie jeśli masz intuicyjną szybką opinię na temat tego, co serwuje Internet. I co w nim samodzielnie znajdujesz, gdy szukasz na przykład informacji na temat zdrowia.

Między 2008 a 2015 rokiem ci, którzy szukali informacji na temat leczenia raka, mogli trafić na bloga Wellness Warrior. Wojowniczką, która „naturalnymi” sposobami walczyła ze swoim rakiem była Jessica Ainscough. Naturalnymi piszę w cudzysłowie. Bo formalnie każdy proces wspomaganego leczenia jest nienaturalny. Naturalne jest to, żebyśmy umierali po każdym skomplikowanym złamaniu. Naturalne jest to, żeby duży odsetek dzieci i matek po porodzie też żegnał się z tym światem.

Dzielenie metod na naturalne i nienaturalne jest marketingowym trickiem bazującym na tzw. błędzie naturalisty. I ludzkim przekonaniu, że natura wie lepiej. I że trzeba słuchać ciała. I wewnętrznego głosu. No cóż – mam nadzieję, że niektórzy mają wewnętrzny głos, który podpowie im jak naturalnie poradzić sobie z udarem mózgu lub pęknięciem kręgu szyjnego. Dajcie znać!

Jessica Ainscough też posłuchała wewnętrznego głosu. I przedłożyła go nad głos specjalistów i lekarzy, którzy postawili jej diagnozę – Epithelioid sarcoma (Mięsak nabłonkowy). Rak rzadki i trudny. Bez leczenia większość z pacjentów umiera w ciągu 10 lat. Po resekcji chirurgicznej wskaźnik przeżycia 10-letniego szacuje się na 49-72%. Przy czym wyższe wskaźniki przeżywalności odnotowano u młodszych pacjentów, takich jak Ainscough właśnie.

Tylko, że Jessica o amputacji słuchać nie chciała. Postawiła wszystkie karty na leczenie alternatywne – protokół Gersona. Radykalny reżim dietetyczny, który w założeniu twórcy ma oczyścić organizm z toksyn i wzmocnić układ odpornościowy. Dieta to magiczne eliksiry z soków owocowych. Do tego rytuał lewatyw z kawy.

Sam Gerson (a teraz jego wyznawcy) przekonywał, że tak wzmocniony organizm pomoże sobie sam. I Jessica uwierzyła. A wraz z nią setki tysięcy czytelników jej bloga.

Problem tylko w tym, że swoich przekonań ani Gerson, ani Ainscough nie mogli poprzeć żądnymi badaniami. Bo trudno za badania uznać własną subiektywną, nigdzie nie udokumentowaną obserwację 5 pacjentów.

Ainscough umarła. Do końca wierna Gersonowi i jego metodzie. Umarła też jej matka. U której stwierdzono raka piersi. Na bardzo wczesnym stadium. Gdyby podjęła leczenie miałaby około 92% szanse na przeżycie.

Wolała iluzję 100%. I zapłaciła za to cenę. Tak jak cenę płacą ci, którzy mają szybką i intuicyjną opinię na temat leczenia alternatywnego, naturalnego. Tych wszystkich ukrytych terapii i składników, które chytry świat korporacji ukrywa przed nimi, żeby tylko zarobić na „chemicznych” lekarstwach. O przerażających wzorach C₂₇H₃₂O₁₄ i masie 580,54 g/mol¹.

Podobną cenę płacą pacjenci na całym świecie. Bo wybierają iluzję 100% pewności. Zamiast ostrożny szacunków rokowań i szans przeżycia, które serwuje medycyna. I nauka.

Nie dziwię się im. Człowiek chce wiedzieć na pewno. I chce mieć nadzieję.

Dziwię się tym, którzy w cyniczny sposób na tej nadziei zarabiają. Jak autorka książki 10 Najpotężniejszych Protokołów Witaminowych. Czegóż tam nie ma. Leczenie alkoholizmu, stwardnienia rozsianego i podwyższanie wskaźnika IQ u dzieci z upośledzeniem intelektualnym. A wszystko to mocą witamin i „naturalnych” terapii.

Sama autorka pisze:

Jeśli ktoś ci mówił, że twój stan zdrowotny jest nieuleczalny, to pamiętaj, że wyraził tę opinię jedynie ze swojej perspektywy.

Co jest bzdurą – bo lekarz nie ma opinii na temat leczenia. On ma wiedzę. Która jest ugruntowana w zweryfikowanych badaniach klinicznych.

Czy to znaczy, że lekarz jest nieomylny? Nie. Ale cały system badań naukowych jest tak skonstruowany, żeby korygować i minimalizować pomyłki. A system naturoterapeutów jest tak skonstruowany, żeby niczego nie korygować. Tylko by mamić i łudzić. I zarabiać na tym pieniądze.

W książce autorki też jest terapia, która nie pomogła Ainscough. I prawdopodobnie nie pomogła nikomu. Nie ma bowiem żadnego udokumentowanego przypadku wyleczenia tą metodą. Są za to udokumentowane 3 przypadki śmierci z powodu stosowanych w terapii wlewów doodbytniczych z kawy.

Nie wiem ile osób przeczyta tę książkę. I nie wiem ile osób zrezygnuje z leczenia po to by zacząć stosować metody „naturalne”. Nie wiem też ile osób umrze z powodu zaniechania leczenia i zastąpienia go „naturo terapią”. Ale wiem, kto będzie odpowiedzialny.

Intuicyjną i szybką opinię mogę wydać na temat pogody czy francuskiej Soupe au Pistou. Nie powinienem „czuć” czy jakaś metoda leczenia jest wiarygodna. Powinienem nauczyć się myśleć o swoim myśleniu i je korygować. To jednak trudne. Bo wymaga wysiłku i czasem zmierzenia się z tym, że myślę źle. Że się mylę. Że upraszczam.

Szczególnie muszę myśleć o moim myśleniu o opiniach autorytetów. Weryfikować to co mówią. Bo choć kocham, lubię, szanuję, to także powątpiewam. I to zdrowy odruch.

A najzdrowszym jest zadawanie sobie pytań – Skąd wiem, że to co wiem jest prawdą? Jak swoją opinię zweryfikowałem? Jakie (niewygodne) pytania sobie zadałem?

I tych pytań też ci życzę. Szczególnie gdy będziesz decydować o swoim zdrowiu i życiu. Lub o zdrowiu i życiu innych.


¹ jeśli wzór i jednostka wzbudziła twój niepokój, to mam dobrą wiadomość. To wzór chemiczny na Naringinę – glikozyd flawonoidowy występujący w owocach grapefruita. Rozumiesz chyba, że czasem nasza reakcja na to co czytamy może być nieadekwatna.

Photo by Brooke Lark on Unsplash