5 nawyków, które ratują mi życie

Opublikowano Kategorie LifestyleTagi , , ,

Tytuł brzmi, jakby wycisnął go z siebie smutny trener rozwoju osobistego. Tak się jednak składa, że budowanie nawyków – na bazie wiedzy z zakresu psychologii motywacji i wytrwałości w działaniu – może uratować życie, albo znacznie poprawić poziom dobrostanu. Szczególnie jeśli jesteś freelancerem. Ja mam pięć ulubionych nawyków. Kluczowych dla mnie, ale myślę, że na tyle uniwersalnych, że możesz wprowadzić je w swoje życie. No może, poza ostatnim…

O tym, gdzie mieszka motywacja pisałem tutaj. Moją, która podobnie jak Twoja, rezyduje gdzieś w korze przedczołową, wspieram codziennie.

Wstaję zawsze o tej samej porze

Po tym, jak przeczytałem w książce J. Mediny Brain Rules na temat ludzkich chronotypów, przekonałem się, że warto działać w zgodzie ze swoim. Ja należę do tej grupy, która Medina określa jako skowronki (lark). Do jednego procenta, która budzi się sama przed budzikiem około 5:00, ale o 21:00 jest ledwie przytomna. Po drugiej stronie skali jest jeden procent, który wstaje sam bez budzika o… 11:00, a szczyt produktywności osiąga o 23:00. Pozostałe 98% to typy mieszane, które mogą się dostosować. Co jednak nie znaczy, że mogą raz być sową, a raz skowronkiem. Regularny sen ma kluczowe znaczenie dla wytrwałości w działaniu i siły woli. Im lepiej się wyregulujesz w ramach swojego cyklu tym lepiej dla Ciebie. Dlatego wstaję zawsze o 5:00 i staram się być w łóżku o 21:00, żeby zasnąć koło 21:30 i spać dokładnie 7,5 godziny, czyli 5 faz po 1,5 godziny. Czemu tak? Bo zapewnienie sobie odpowiedniej liczby pełnych faz snu da ci naprawdę paliwo dla kory przedczołowej. A co robić, jeśli Twój chronotyp nie pokrywa się z regułami matrixa, w którym funkcjonujesz? No cóż, Medina nawołuje by tak organizować ludziom pracę i edukację, żeby działali w odpowiednich dla siebie zakresach. Jeśli jesteś sobie szefem – będzie ci łatwiej. Jeśli masz ludzkiego szefa i pracujesz w firmie, która nie boi się elastycznych godzin pracy (bo czego się bać?) – też dobrze. A jak pracujesz w skostaniałej organizacji, to zastanów się co zrobić, by przynajmniej zawsze wstawać i kłaść się o tej samej porze. Również w weekendy!

Zawsze ścielę łóżko

Tak jak Marines – obsesyjnie wyrównując prześcieradło i układając poduszki. Co prawda Marines pewnie nie mają takiej fantazji dekoratora, jak ja, ale chodzi o zasadę. W ten sposób – bez względu na nastrój – mogę odhaczyć pierwsze zadanie dnia. Brzmi dziwnie? No cóż – ma jednak naukowe podstawy. Wykonanie na początku dnia kilku zadań efektywnie, zwiększa twoje poczucie samoskuteczności. Ja ścielę łóżko i odnajduję w tym satysfakcję. Przy okazji mogę ćwiczyć uważność. Nie sztuką jest ćwiczyć mindfulness na plaży w Tajlandii. Sztuką jest zakotwiczać się w codziennych czynnościach. Układanie naczyń w zmywarce i ścielenie łóżka, to mój top. Pewnie mi łatwiej, bo mam w sobie dość dużo anankastyka.

Zawsze kończę prysznic lodowatą wodą

Najpierw normalna ciepła woda, potem na sam koniec 90 sekund lodowatego prysznica. Zawsze wtedy mam lepszy nastrój – co jest zgodne z wynikami badań długofalowych, które wiążą takie praktyki ze zwyżką nastroju i endorfin. Poza tym – mam lepszą odporność. Błony komórkowe limfocytów CD4 stają się przez kąpiele w zimnej wodzie bardziej elastyczne i mogą docierać nawet do najmniejszych naczyń kapilarnych. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale to naprawdę przyjemne. Pod warunkiem, że głęboko oddychasz i nastawiasz się na ten strumień, jak na zbawienie.

Zawsze zaczynam dzień od treningu

No prawie zawsze – bo jeden dzień w tygodniu robię sobie przerwę. Muszę, bo z natury jestem tak obowiązkowy, że pewnie ćwiczyłbym non stop. A organizm jednak potrzebuje regeneracji. Ja trzy razy w tygodniu o 5:40 wychodzę na nordic walking i 3 razy w tygodniu robię trening siłowy. Czasem dodaję do tego basen lub saunę. Najlepiej na moją motywację i myślenie wpływa chodzenie – stąd wybór nordic walking. Medina, we wspomnianej książce, przekonuje, że kora przedczołowa (ten totalny musthave każdego myślącego człowieka), wykształciła się, bo zleźliśmy z drzew i chodziliśmy. Przeciętnie 12 km dziennie. Ja chodzę dokładnie tyle. Przy tym zawsze robię najprostszą medytację oddechu. Po prostu w myślach mówię sobie wdech, kiedy wdycham. I wydech, kiedy wydycham. Podczas chodzenia planuję też sobie moje szkolenia i prezentacje.

Nie piję alkoholu

Ja nie piję. Ty oczywiście możesz. Jednak zastanów się, po co w zasadzie pijesz. Jeśli po to, by się zrelaksować, albo dogadać z przyjaciółmi, to może po prostu za bardzo łagodzisz dysonans poznawczy. Ja nie piję już ponad 2 lata. Od tamtej pory nie wiem, co to kac (oczywiste), lepiej się czuję. A zdrowie? No cóż – zbawienne polifenole są nie tylko w winie. Są też w soku z aronii. Braki snu (sen po alkoholu jest płytki), nagłe skoki cukru we krwi i sam alkohol, to główni wrogowie siły woli. Tratują twoją korę przedczołową. Nic więc dziwnego, że po alkoholu do głosu dochodzi nasz pierwotny gadzi móżdżek i mimo postanowień jesz kebab o 2:00 w nocy, idziesz do łóżka, z kimś, kto w świetle dnia byłby atrakcyjny jak trawnik po zimie i decydujesz, że jednak jeden papieros cię nie zabije. Bez alkoholu jest inaczej. Ale na pewno nie nudniej. Nawet tu nad Wisłą, gdzie przyznanie się do tego, że nie pijesz wywołuje lawinę podejrzeń i pytań: chory, alkoholik, w ciąży albo tajniak, któremu nie można ufać.

Mam jeszcze dużo nawyków. Wyłapuję te złe i staram się zastąpić je dobrymi. Praca nad sobą daje satysfakcję, ale wymaga pokory. Jutro pościel łóżko i pogratuluj sobie – pierwsze zadanie zrobione. I przestań hejtować poniedziałek – jeśli go nie lubisz i żyjesz od weekendu, do weekendu, to znaczy, że duża część tego co robisz jest do dupy. A na zmianę masz zawsze czas.