Za czym kolejka ta stoi, czyli premiera mailbox app

Od czasu do czasu lubię się świadomie dać złapać w sidła mechanizmom marketingowym – tak…

715 słów
4 minuty
715 słów
4 minuty

Przed Tobą

715 słów
Ich czytanie zajmie Ci około
4 minuty
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Pokażę Ci jak przejść przez proces rejestracji Mailbox
  • Sprawdzisz moje wrażenia z aplikacji
  • Czy rekomenduje aplikacje Mailbox?
  • Przejdź dalej czemu nie ma już Mailbox’a

Od czasu do czasu lubię się świadomie dać złapać w sidła mechanizmom marketingowym – tak z pełną premedytacją oddać się w łapy innych kolegów z branży i popatrzeć co działa, a co nie. I zazwyczaj dochodzę do wniosku, że od lat działa to samo – reguła niedostępności, doskonała użyteczność i melodia, którą lubię nucić.

Ale do rzeczy – ostatnimi czasy zamieniłem natywną apkę pocztową na iPhonie na genialną aplikację od google, czyli po prostu gmaila na urządzenie mobilne. Pobrykałem sobie i brykla bym pewnie dalej, gdyby nie informacja, że wychodzi nowa ciekawa aplikacja Mailbox. Postawnowiłem się zainteresować – niejako zawodowo. W końcu trzeba prześledzić jak się robi dobry hype wokół launchu produktu, czyli (po polsku) jak się generuje zainteresowanie przed premierą produktu.

Wszedłem na stronę apki (anonsowanej oczywiście na Techcrunchu) i zobaczyłem miły przyjazny filmik z fajną muzyczką i jeszcze fajniejszą obietnicą osiągnięcia świętego graala każdego człowieka pracującego z mailami – stan skrzynki zero. Taka bowiem jest główna propozycja wartości za tym projektem – ogarniesz maila tak genialnie, że zdobędziesz czas na wszystko. Propozycja ciekawa, zwłaszcza, że przecież chodzi o aplikację, która zbiera Twoje konta pocztowe w jedno i pozwala po prostu odbierać pocztę, ale czy tylko… o tym zaraz. Na razie skupmy się na drodze, którą musiałem przejść, żeby apkę mieć.

Najpierw rejestracja w kolejce – czyli oczekiwanie zostaje wydłużone w czasie. Reguła niedostępności działa. Mile połechtane ego też – w końcu warto być early adopterem. Dostaje swój numerek, jak na poczcie i czekam. W końcu jest – dostaję smsem info, że ruszam w tany z nową apką. I tu zderzenie z kolejną kolejką – tym razem czekam na to, żeby się dostać do koryta. Normalnie ilustracja porzekadła – już był u płota, już witał się z gąską… Dzielnie jednak znoszę to, że przede mną w kolejce 43 tysiące osób, bo… widzę też na liczniku, że za mną 600 tysięcy. A to cieszy, zwłaszcza, że kolega w pracy, gdzieś tam na szarym końcu.

Kolejka przesuwa się szybko – po dwóch dniach jestem w środku (czyli po prostu mam dostęp do apki). Oczekiwanie było porównywalne z wejściem do Utopii za czasów, gdy był to fajny klub i gdy warto było czekać by przejść przez selekcję.

No i jestem, mam i działam. Co zatem można w aplikacji zrobić w porównaniu z innymi aplikacjami? Przede wszystkim połączyć konta (tylko z gmaila) w jedno – to jednak żaden wynalazek bo inni też to mają. Najważniejsze, że można z poziomu aplikacji w bardzo prostu sposób zdecydować co zrobić z każdym mailem. Można więc go zarchiwizować, wykasować (na razie nic specjalnego – przecież wszędzie to się da zrobić), ale można też maila odłożyć na później. Później, które jest zorganizowane w taki sposób, że odkładam sobie maile na jutro, na wieczór, na weekend, na za tydzień, za miesiąc. Mogę też skorzystać z opcji someday, czyli pewnie na wieczne nigdy oraz wybrać ręcznie datę, kiedy mam do danej wiadomości wrócić. To jednak nic – najlepsze wrażenie zrobiło na mnie tworzenie z maili przydatnych list, w których wybieram opcję do poczytania, do kupienia, do obejrzenia, do przesłania dalej… To naprawdę dobre, bo najczęściej korzystam z tej funkcjonalności, gdy po prostu chcę posegregować moje wiadomości.

Powiem jedno – opłaciło się czekać. Mailbox spełnia moje oczekiwania i dlatego polecam każdemu. Apka jest bezpłpatna, bo twórcy przyjeli model podobny do dropboxa – wersja podstawowa za dara, wersje biznesowe na full wypasie za trochę siana. Na razie tych biznesowych nie ma, ale to nie szkodzi, bo w wersji „na biedniaka” też jest miło posegregować wszystkie wiadomości i przejść do momentu – zero maili.

Kończę, bo przyszedł email… muszę z nim coś zrobić. Stan zero uzależnia.

Post Scriptum – Mailboxa już z nami niestety nie ma. Jak to się stało i czym można go zastąpić? Informacje znajdziesz w tym artykule: What happened to mailbox.

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pokrewne treści

Pokrewne treści

  • Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiotą. Nie dlatego, że zrobiłem coś źle. Raczej dlatego, że zbyt długo podejmowałem się wszystkiego, co los i inni ludzie mi proponowali. Mówiłem „tak” projektom, realizacjom, artykułom i prośbom o komentarze eksperckie. Zapisywałem się na kolejne kursy. Kupowałem kolejne książki. Planowałem kolejne projekty. A wszystko to prowadziło donikąd, bo…

  • Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś swoimi nawykami. Twoje nawyki są częścią Ciebie — a to kluczowa różnica. Nie jesteś na zawsze uwikłan_ w nawyki, które zdają się budować twoją obecną tożsamość. Możesz mieć nawyk odwlekania na potem ważnych zadań, ale to nie znaczy, że jesteś prokrastynatorem. Możesz mieć nawyk odpalania Netflixa po całym dniu…

  • Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Moja przyjaciółka pojechała kiedyś na kilkudniowe spotkanie z jednym z wietnamskich mistrzów ZEN. Wiedziona ciekawością, chciała zobaczyć jak techniki uważności, medytacji i wschodniej tradycji buddyjskiej, mogą wzbogacić jej praktykę terapeutyczną, a także nią samą.Gdy wróciła, ja z ciekawością wypytywałem ją o szczegóły. Z wszystkich, którymi się ze mną podzieliła, najlepiej…

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

4 minuty
715 słów
Za czym kolejka ta stoi, czyli premiera mailbox app Od czasu do czasu lubię się świadomie dać złapać w sidła mechanizmom marketingowym – tak z pełną premedytacją oddać się w łapy innych kolegów z branży i popatrzeć co działa, a co nie. I zazwyczaj dochodzę do wniosku, że od lat działa to samo – reguła niedostępności, doskonała użyteczność i melodia, którą lubię nucić. Ale […]