Słuchaj i szlifuj – jak robić (coraz) lepsze prezentacje: #słowo_na_niedziele_50

Nie wiem ile razy do tej witałem się z uczestnikami moich szkoleń. Zakładając ostrożną (jak…

1431 słów
7 minut
1431 słów
7 minut

Przed Tobą

1431 słów
Ich czytanie zajmie Ci około
7 minut
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Przedstawię Ci moje doświadczenie w szkoleniach i wystąpieniach publicznych
  • Opiszę Ci proces przygotowań aby mimo powtarzealności być „świeżym”
  • Dowiesz się o stoicyźmie jako narzędziu do radzenia sobie z elementami niezależnymi od jego kontroli

Nie wiem ile razy do tej witałem się z uczestnikami moich szkoleń. Zakładając ostrożną (jak na mnie średnią) 3-4 szkoleń w tygodniu – za mną już prawdopodobnie około 1600 takich powitań*.

Wiele razy przekazuję tę samą wiedzę. Często przytaczam te same badania, przykłady, historie.

Ktoś kiedyś zapytał, czy nie męczy mnie ta powtarzalność. Ileż w końcu razy można tłumaczyć model uwagi Corbetty i Schulmana podczas szkoleń w wystąpień publicznych. Po to, żeby potem w praktyce ćwiczyć to, co może skupiać uwagę naszych słuchaczy. Ileż razy można powtarzać historię eksperymentu Walkera i Glenna, żeby na szkoleniach ze storytellingu wykazać, że historie dodają wartość ekonomiczną przedmiotów. Po to, żeby przekonać do historii. By lepiej ich nauczać.

Nie wiem.

Ale wiem, że do tej pory mi się to nie znudziło. Może dlatego, że podchodzę do każdego zadania „prezentacyjnego” jak do procesu uczenia się. Jak do trening sportowego.

Czas przygotowywania szkolenia, konferencyjnego wystąpienia czy webinaru to czas wytężonych treningów. Okres „Olimpiady”. Na pierwszy ogień gromadzę zasoby – wartość, którą chcę przekazać. Potem składam to w formę, czyli narrację plus wzmocnienie wizualne (najczęściej slajdy). Na koniec testuję. A potem startuje. Szkolenie, czy wystąpienie konferencyjne to moje Igrzyska Olimpijskie.

Nie ukrywam. Często jest medal. Bardzo dobre oceny szkoleń. Wygrane na I Love Marketing, czy Golden Marketing Conference. Czasem – i to lubię bardzo – mail czy wiadomość prywatna.

Czasem są też konstruktywne uwagi. Dotyczące szczegółów technicznych, przykładów czy rozkładu materiału. Czasem nawet… sposobu tłumaczenia rozkładu przerw w czasie.

Wszystko to biorę pod uwagę. Bo po każdych Igrzyskach Olimpijskich rozpoczyna się okres kolejnej Olimpiady. A w tej dyscyplinie na którą się zdecydowałem (edukowaniu) kariera może trwać długo. To nie brutalna gimnastyka artystyczna czy tenis.

Twoja przygoda z prezentowaniem edukowaniem też może trwać długo. Ta umiejętność przekazywania wiedzy, doświadczenia jest (niezmiennie) jedną z ważniejszych kompetencji w XXI wieku. Jasne – może w czasach po pandemii i jakimś radykalnym kryzysie – zdetronizuje ją kompetencja sadzenia ziemniaków czy polowania na miejskie gołębie.

Póki co jednak – umiejętność przekazywania wiedzy, edukowania, inspirowania, sprzedawania (pomysłów i produktów) – ma się dobrze. Również, a może szczególnie, w świecie webinarów, telekonferencji i live’ów.

Skoro to ważna kompetencja, to może warto ją szlifować. Ale jak?

Zacznę od wysokiego C. Filozoficznie. Warto podejść do kompetencji prezentowania (przedstawiania myśli) jak podszedłby do tematu Epiktet z Hierapolis. Trzeba mieć stoicką świadomość, że są rzeczy, które możemy kontrolować i te, których kontrolować nie możemy.

Możemy kontrolować proces przygotowań, możemy nauczyć się panować nad myślami automatycznymi, które często powodują stres. Możemy przygotowywać się na wypadek realnego wyzwania czy zagrożenia (np. brak prądu, czy „rozjechana” prezentacja). Ale NIE MOŻEMY kontrolować tego, w jakim stanie i z jakim nastawieniem przyjdzie nas posłuchać klient, student czy uczestnik spotkania. NIE MOŻEMY kontrolować pogody i tego czy komuś nie przypomnimy z wyglądu, zapachu czy kolorów włosów jakiegoś prześladowcy z podstawówki.

Ja nie mogę kontrolować też całej swojej fizyczności. I genów, które sprawiły, że choć mam nienajgorszy głos, to nie czaruję jak Krystyna Czubówna. I znów – w obrębie głosu, mogę ćwiczyć dykcje, artykulację, tempo, oddech. Ale na „barwę głosu” mam naprawdę znikomy wpływ.

I się z tym godzę.

To po pierwsze. Po drugie zaś istotne jest wierzyć, że to co można zmienić, można po prostu szlifować. W trudzie i znoju, ale jednak. Ten proces szlifowania warto sobie zaplanować. Ja po każdej prezentacji, szkoleniu (choćbym nie wiem, jak często już je prowadził) siadam i zapisuję co mogę i chcę poprawić.

Większość rzeczy do poprawy podpowiada mi świadomość. Część wzmacniam analizą nagrań (jak choćby nagrania tego, jak wyglądał mój webinar dla uczestnika). Część informacji dostarczają mi uczestnicy. Słuchać trzeba uważnie. Warto też wyciągać wnioski samodzielnie. Jeśli na przykład efekty ćwiczenia na szkoleniu wyraźnie wskazują, że część (nawet mała) uczestników nie do końca zrozumiał polecenie, to wiem, że mam co poprawiać. Sposób MOJEGO TŁUMACZENIA. Bo nigdy nie myślę sobie, „co za jełopy! Jak można tego nie skumać”. Jeśli nie kojarzą jakiejś metafory, naukowca czy dzieła pop-kultury, to znak dla mnie, że następnym razem dla podobnej grupy trzeba poszukać innych przykładów.

I szukam. I może dlatego nie nudzę się swoim własnym materiałem. Bo choć rdzeń pozostaje ten sam, to zmienia się sposób podania, przykłady czy nawet wykres, tabelka lub treść na slajdzie.

Redaguje, edytuje i nie katastrofizuje. Bo w tym podejściu liczy się też czułość do siebie. Czułość i pokora wobec materii jaką jest kontakt z żywą publiką. Prezentacja to nie prosty przepis na ciasto. Zmieszaj składniki, włóż do piekarnika, po 40 minutach wyciągaj, ostudź i jedz. W przypadku prezentacji nawet to samo przygotowanie może dać inny efekt. Bo zmieni się trochę, pogoda, publika czy Ty będziesz w innym nieco nastroju albo w innej kondycji psychicznej.

Czułość wobec siebie oznacza, że nie wychodzisz z nieudanej (obiektywnie) próby i nie mówisz – JESTEM BEZNADZIEJNY, JESTEM BEZNADZIEJNA. Schodzisz i mówisz:

To zrobiłem/am źle i to mogę poprawić.
To można było lepiej wytłumaczyć.
Tu zabrakło mi czasu, bo źle rozplanowałem/am tempo.
Ten przykład nie zarezonował, może warto poszukać innego.

Naucz się ze sobą tak rozmawiać. Konstruktywnie i czule. zrób z tego nawyk. Usystematyzuj za pomocą notatek – odpowiedzi na 3 pytania:

Co zrobiłem/am dobrze?
Co zrobiłem źle i co mogę poprawić?
Co wyszło źle i na co wpływu nie mam?

Z pokora przyjmuj też to, że po prostu czasem twoje poczucie humoru, twoja osoba, czy nawet twoja uroda nie wszystkim się będzie podobać. No cóż – z tym da się żyć. Ale na pewno nie warto rezygnować z siebie.

Ostatnio premierę miała moja książka, „Prezentacje. Po Prostu!”. Piąta w ogóle, a trzecia (po „Porozmawiajmy o komunikacji” i „Life’s a pitch”) o tym jak mówić i komunikować. „Prezentacje. Po prostu!” to przede wszystkim podręcznik, ale też zapis moich „treningów”. To moje podejście do szlifowania siebie, do poprawiania, edytowania jest wyraźne we wszystkich książkach. Może dlatego tak lubię cytat z Wielkiego Gatsby’ego:

Gatsby wierzył w zielone światło, w orgiastyczną przyszłość, która rok po roku ucieka przed nami. Wymknęła się nam wówczas, lecz to nie ma znaczenia – jutro popędzimy szybciej, otworzymy ramiona szerzej…I pewnego pięknego poranka… Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przyszłość.

Idealna prezentacja to moje zielone światło. Wymyka się, ale to nie ma znaczenia. Mogę ją dopracować na następny raz. Nie dojdę do perfekcji (to niemożliwe) ale będę lepszy.

Być może w swoim życiu nie przeprowadzisz tylu szkoleń i nie wystąpisz na tylu konferencjach co ja. To nie ma znaczenia. Ma znaczenie, czy przy każdej kolejnej okazji poprawisz coś choćby o 1%. I w takim duchu „marginal gains” będziesz w swoim tempie zmierzać w kierunku swojego zielonego światła.

To podejście jest ważne. Bo taką überkompetencją jest umiejetność uczenia się. Dokładnie jak w Diunie Franka Herberta:

Muad’Dib uczył się prędko, ponieważ najpierw przeszedł szkolenie jak się uczyć. A najpierwszą ze wszystkich otrzymał lekcję podstawowej wiary, że może się nauczyć. Szokuje odkrycie, jak wielu ludzi nie wierzy, że mogą się nauczyć, a o ile więcej uważa, że nauka jest trudna.

Ucz się uczyć. Wierz, że można się nauczyć. Bo przekonania (w tym także to) są według Epikteta jedną z tych rzeczy, które możemy kontrolować i kształtować.

*uśredniłem liczbę dni szkoleniowych na podstawie danych historycznych z kalendarza, pomnożyłem przez 50 tygodni w roku, które są intensywne i pomnożyłem przez liczbę 8 lat od kiedy już intensywnie pracuję jako edukator. Nie brałem pod uwagę nawet szkoleń, które wykonywałem przez 10 lat wcześniej. Gdy szkolenia były tylko moim zajęciem dodatkowym.

Photo by Luis Quintero from Pexels

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Pokrewne treści

Pokrewne treści

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

7 minut
1431 słów
Słuchaj i szlifuj – jak robić (coraz) lepsze prezentacje: #słowo_na_niedziele_50 Nie wiem ile razy do tej witałem się z uczestnikami moich szkoleń. Zakładając ostrożną (jak na mnie średnią) 3-4 szkoleń w tygodniu – za mną już prawdopodobnie około 1600 takich powitań*. Wiele razy przekazuję tę samą wiedzę. Często przytaczam te same badania, przykłady, historie. Ktoś kiedyś zapytał, czy nie męczy mnie ta powtarzalność. Ileż w […]