Working Backwards: jak pracować nad prezentacją podróżując w czasie.

Opublikowano Kategorie Pitching, PsychologiaTagi , , , , ,

Nie wiem jakie kolejne ważne wystąpienie czy prezentacja czeka cię w przyszłości. Nie wiem nawet, czy w ogóle będziesz w przyszłości prezentować, czy występować publicznie. Podejrzewam, że jeśli jednak będziesz występować przed innymi przedstawicielami i przedstawicielkami gatunku, który zdominował trzecią planetę od słońca, chcesz to zrobić dobrze.

Najpewniej chcesz, żeby inni zrozumieli, co do nich mówisz i przekonali się do twojego postrzegania rzeczywistości, sposobu myślenia, czy innych rzeczy, które za sprawą wystąpienia chcesz „sprzedać”. 

Podejrzewam też, że jeśli prezentacja, która cię czeka w przyszłości, jest ważna – dla ciebie lub świata – to ze spokojem i premedytacją możemy jej przykleić etykietę „prezentacja wysokiej stawki”. A to z kolei oznacza, że już na samą myśl o tym, co cię czeka, zaczynasz odczuwać ekscytację, stres lub panikę. Co prawdopodobnie skłoni cię do odkładania tak długo, jak się da pracy nad tą prezentacją. Czyli do rozciągania gumki prokrastynacji do granic wytrzymałości. Granic, które wyznacza deadline. Czyli ostateczny termin, przed upłynięciem którego możemy się jeszcze łudzić, że da się jakoś uciec przed publicznym upokorzeniem, klęską i koniecznością szukania schronienia w lasach dziewiczych przed chłodną oceną innych. 

Ten właśnie deadline chcę wykorzystać, jako artefakt w podejściu, które chcę ci dziś zaproponować.

Podejście nazywa się Working Backwards. I przypomina Reverse Engineering lub Test Driven Development. Na czym polega? Po prostu, zanim zaczniesz pracować nad swoją prezentacją, dokumentujesz w formie zgrabnej notatki rezultat ostateczny. Czyli opisujesz, jak wygląda świat PO TWOIM wystąpieniu. Czyli po tym, jak ten mrożący krew w żyłach deadline, jest już punktem w przeszłości. 

Wiem, że brzmi to trochę, jak zabawa w afirmacje i zaklęcia z katalogu „jestem zwycięzcą’” Zaufaj mi jednak, że to podejście może ułatwić pracę nad każdą prezentacją, jaka cię czeka w przyszłości. Z oczywistych względów trudno pracować nad prezentacjami, które już za nami. 

Jak wygląda to podejście w praktyce? Wytłumaczę ci to na przykładzie. Dziś jest 07 listopada 2023 roku. 15 listopada, czyli za 8 dni, o 14:00 stanę na scenie w Warszawie i na zamkniętym spotkaniu sprzedam grupie współplemieńców otaczających ze mną słońce na tym padole łez, wiedzę na temat pracy głębokiej i nierozpraszalności. Mam 8 dni, żeby tę prezentację dobrze przygotować. Co robię? Wyciągam notes i w formie mentalnego jiu-jitsu odpowiadam sobie na pytania. Te pytania brzmią:

  1. Kogo zobaczyli na scenie ludzie, którzy mnie obejrzeli 15 listopada? Jako kogo mnie zapamiętali? Jak mnie postrzegają po wystąpieniu?
  2. Kogo ja widziałem ze sceny i z kim rozmawiałem podczas przerwy czy networkingu?
  3. Jaką główną myśl z mojego wystąpienia zapamiętali obecni i z jaką Big Idea ich zostawiłem? 
  4. Jakie 3 najważniejsze informacje zostały z odbiorcami i odbiorczyniami prezentacji?
  5. Jakie narzędzia i techniki mogą wdrożyć od razu po wysłuchaniu mojej prezentacji?
  6. Co mieli zrobić przed, w trakcie i po mojej prezentacji?

Jak widzisz, wszystkie te pytania odnoszą się do przyszłości. Jednak brzmią tak, jakby ta przyszłość już się wydarzyła. To jednak nie problem, bo mózg Sapiens potrafi podróżować w czasie i budować bardzo konkretny obraz tego, jak będzie wyglądać przyszłość. I tę właśnie umiejętność wykorzystuję, gdy pracuję nad prezentacjami. Bo jeśli wiem, jak chcę, żeby wyglądała przyszłość, łatwiej mi zabrać się za pracę w teraźniejszości. Ponieważ moje Teraźniejsze Ja (ang. Present Self) ma dostatecznie precyzyjny obraz, jak czuje się i co osiąga moje Przyszłe Ja (ang. Future Self), może tu i teraz zabrać się do roboty. 

Żeby lepiej wytłumaczyć ci, jak to działa, odpowiem teraz na te pytania. W ramach pracy nad prezentacją, która czeka mnie 15 listopada. 

  1. Kogo zobaczyli na scenie ludzie, którzy mnie obejrzeli 15 listopada? Jako kogo mnie zapamiętali? Jak mnie postrzegają po wystąpieniu?

Osoby uczestniczące w spotkaniu zobaczyły ciekawskiego człowieka, o tożsamości naukowca, który zna się na procesach poznawczych, uwadze i potrafi szczerze mówić o naturze rozproszenia. 

  1. Kogo ja widziałem ze sceny i z kim rozmawiałem podczas przerwy czy networkingu?

Ludzi, którzy przyszli na spotkanie bez większych oczekiwań i byli zaskoczeni, że wiedzę można przekazywać w tak lekki sposób. Ludzi raczej przyzwyczajonych do spotkań i wystąpień najeżonych złymi wykresami i wypełnionych tekstem szczelniej niż centra handlowe ludźmi w trakcie Black Week. Ludzi po części otwartych na nową wiedzę, ale też zaskoczonych, że muszą konfrontować swoją starowiedzę z wynikami badań na temat uwagi, rozproszenia i nawyków. 

  1. Jaką główną myśl z mojego wystąpienia zapamiętali obecni i z jaką Big Idea ich zostawiłem? 

Żeby świadomie korzystać z czasu, musisz nauczyć się odnajdywać komfort w dyskomforcie. Jak mówi Nir Eyal – i ja oraz co najmniej 120 badaczy się z nim zgadzamy – time management is pain management. 

  1. Jakie 3 najważniejsze informacje zostały z odbiorcami i odbiorczyniami prezentacji?

Po pierwsze – rozpraszasz się, bo twój mózg chcę uciekać przed dyskomfortem lub napięciem. 

Po drugie – listę zadań warto przetłumaczyć na język czasu i planować z kalendarzem. Inaczej lista zadań staje się narzędziem tortur. 

Po trzecie – nawyki można budować, by osiągać cel lub by wzmacniać pożądaną tożsamość. 

  1. Jakie narzędzia i techniki mogą wdrożyć od razu po wysłuchaniu mojej prezentacji?

Osoby uczestniczące w spotkaniu mogą od razu zastosować:

– regułę 10 minut (technikę poznawczo-behawioralną, dzięki której można pracować z rozproszeniami)

– technikę planowania zadań w kalendarzu. 

– technikę wzmacniania nawyków z pomocą tożsamościowotwórczych stwierdzeń. 

  1. Co mieli zrobić przed, w trakcie i po mojej prezentacji?

W przypadku tej prezentacji nie chciałem, aby uczestnicy robili cokolwiek przed prezentacją. Czasem chcę, by odpowiedzieli na pytania, pomyśleli o czymś, lub wręcz wybrali studia przypadków (w korporacjach znane jako case studies), o których mam opowiadać. W przypadku tej konkretnej prezentacji jednak nie miałem takiego konkretnego wezwania do działania. 

W trakcie poprosiłem wybrane osoby z widowni, żeby powiedziały mi nad jakim trudnym, żmudny i być może nudnym zadaniem muszą pracować w najbliższym czasie. 

Po prezentacji poprosiłem ich o ściągnięcie materiałów dodatkowych i pracę nad sobą. Jeśli tylko chcą. 

Po co mi te odpowiedzi? Potrzebuję ich, by lepiej pracować nad wszystkimi elementami układanki, które składają się na dobrą prezentację. Czyli nad (1) intencją, (2) wartością, (3) narracją, (4) wzmocnieniem wizualnym i (5) podaniem. Wiem, dlaczego chcę przekazywać wiedzę ludziom, którzy są przede mną. Wiem, co chcę im dać i jakie znaczenia ma dla nich ta wiedza i praktyka. Wiem, jaką strukturę ma moja narracja i jakie przykłady pozwolą mi osiągnąć cel. Wiem, też co chcę wzmocnić wizualnie i jak to zrobić. I wreszcie wiem, jak mam podać to wszystko w ciągu 45 minut. 

Ciekawi mnie, jak ty spojrzysz na ten zestaw pytań. I jak brzmią twoje odpowiedzi w odniesieniu do najbliższej prezentacji, która cię czeka. 

Więcej o pracy nad prezentacjami dowiesz się z mojej książki „Prezentacje. Po prostu”.

Image by congerdesign from Pixabay