Każdy jest kowalem własnego losu: #prawda_czy_fałsz_34

Emil Ratelband ma 69 lat. Jest trenerem rozwoju osobistego. Obie te informacje są ważne. Otóż…

1419 słów
7 minut
1419 słów
7 minut

Przed Tobą

1419 słów
Ich czytanie zajmie Ci około
7 minut
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Odkryjesz historię Emila Ratelberga
  • Poznasz moje zdanie o motywacyjnych mówcach
  • Zobaczysz skrajności w konserwatywnym myśleniu
  • Przeczytasz iż samorozwój jest ważny ale trzeba podejść do niego z krytycznym myśleniem i rozsądkiem

Emil Ratelband ma 69 lat. Jest trenerem rozwoju osobistego. Obie te informacje są ważne. Otóż Emil Retalband pozwał władze miasteczka, w którym mieszka, ponieważ odmówiły mu zmiany oficjalnej daty urodzenia z roku 1949 na 1969. 

Ratelband – mimo iż w 2019 skończy 70 lat – na tyle się wcale nie czuje i nie widzi powodów, dla których miałby być siedemdziesięciolatkiem, skoro czuje się co najwyżej pięćdziesięciolatkiem. Wskazuje też na fakt, że jest w świetnej formie, a jego biologiczny wiek (stopień zużycia organizmu) jest bliższy właśnie wskazywanemu w dokumentach z pozwu, a nie akcie urodzenia. Ratelband argumentuje, że skoro można zmienić nazwisko, to tym bardziej można zmienić datę urodzenia. Nie wskazuje jednak przy tym, co zrobić z niewątpliwie istniejącym między 1949 a 1969 rokiem Ratelbandem. A to pierwszy problem o charakterze logicznym, związany z tym wnioskiem.

Wniosek Ratelbanda – jakkolwiek kuriozalny – to właśnie skrajna wiara w to, że każdy jest kowalem własnego losu. Ba, że każdy jest sam sobie stwórcą. W tym wniosku ujawnia się archetypowa i stara jak ludzkość fantazja, reaktywowana współcześnie z potężną siłą motywacyjnych mówców i pop-psychologicznych, new age’owych religii. Fantazja, że możesz być ekstremalnym kowalem. Wszystko zależy od ciebie. Myśl jest sprawcza, a wszystko zależy od nastawienia. Zaś bariery są tylko w Twojej głowie. Email Ratelband uznaje, że nie podlega fundamentalnemu ograniczeniu, albo że nie cechuje go fundamentalna jakość,  która cechuje wszystkich ludzi, to znaczy starzenie i umieranie. Nie ma ograniczeń. Społecznych i kulturowych. Jest wolność dysponowania sobą i swoim ciałem. Narcystyczna, omnipotentna fantazja sprawczości i kontroli.

Jeśli sam pomysł Ratelbanda wydaje ci się być kuriozalny, to przypomnij sobie motywacyjne hasła charyzmatycznych mówców. Hasła o tym, że myśl jest energią, że wszystko zależy od nastawienia, a wizualizowanie sukcesu prowadzi do sukcesu. Ciało jest arbitralnym konstruktem, którym można dowolnie manipulować, a rzeczywistość nie jest RZECZYWISTOŚCIĄ tylko naszą projekcją. Że głód, choroby, konieczność opieki nad schorowanymi rodzicami nie istnieją. Że wystarczy spróbować „nie mieć depresji”.

W skrajnej emancypacyjnej (wyzwalającej) nas formule ta myśl przybiera pozbawioną wszelkiej empatii i zrozumienia frazę – sami sobie na taki los zasłużyli. Frazę stosowaną odpowiednio do bezdomnych, alkoholików, narkomanów, ofiar gwałtów, czy pracowników magazynów Amazona. Tę skrajnie emancypacyjną myśl wyrażają najczęściej osoby majętne, rasy kaukaskiej, mieszkające w zamożnych społeczeństwach.

Osoby tak przywiązane do iluzji sprawczości, czy też iluzji kontroli wierzą swoim guru. Bo ci podają proste recepty i proste rozwiązania na krztuszące nas okruchy codzienności w postaci dojmującej codzienności entropii i rozkładu. Chorobę wyleczą substancje, które ukrywają przed tobą wielkie korporacje. Sukces da ci dostęp do tajemnej wiedzy pod postacią „Sekretu”. Wierzymy, bo chcemy wierzyć. Dodatkowo czasem wierzymy, bo ktoś sprytnie nami manipuluje. 

Brian Tracy – orędownik planowania i celowania w sam środek tarczy ziemskich sukcesów – opowiadał (i nadal niestety opowiada) o pewnym badaniu przeprowadzonym na absolwentach Yale w 1953 roku. O tym samym badaniu można przeczytać w ksiażkach kilku guru motywacji w naszym kraju. Otóż w badaniu tym (które raz sytuują owi guru w Harvardzie, raz w Yale) zapytano 100 (badź 1000 w zależności od wersji) absolwentów, czy mają zapisane plany na przyszłość (czyli jak bardzo już szykują się do kucia tęgimi młotami swojego losu w kuźni zwanej życie). Tylko 3% miało. Potem po 20 latach sprawdzono, jak się żyje tej grupie absolwentów. I co się okazało? Te 3%, które potrafiło planować i mocno zapisywało swoje cele odniosło spektakularne sukcesy. 

Pomijając fakt, że – nawet jeśli takie badanie było – to trudno wyciągnąć wniosek polegający na korelacji – robisz i zapisujesz plany, odnosisz sukces. Zaniedbujemy przy tym zupełnie wpływy innych zmiennych a nawet czysty przypadek. Najistotniejsze jednak jest to, że… takiego badania nie było. Tracy twierdzi, że dowiedział się o nim od Robbinsa. Robinsa od Ziga Ziglara. A Ziglar od… McCormacka. Polscy guru nie wiem, skąd się dowiedzieli, ale najpewniej z jakiegoś seminarium Tracy’ego. Ani absolwenci Harvardu, ani absolwenci Yale z wspominanych przez rzeczonych mówców roczników, ani władze uczelni, czy jednostki badawcze, nie potwierdzają takich badań. Innymi słowy – fake ale jaki prawdziwy. Coś nie staje się (na szczęście śmiem twierdzić) prawdą tylko dlatego że w to bardzo wierzymy. 

To, że bardzo wierzymy w prawo przyciągania dobrych myśli nie uchroni nas przed zwykłym przypadkiem. To, że ktoś zginie w wypadku nie wynika z tego, że bardzo tego pragnął. To, że dzieci w Jemenie umierają z głodu nie oznacza, że bardzo negatywnie myślą i są marnymi kowalami swego losu.

Samo planowanie też jest ciekawe. Bo – jak pisze autor książki Atomic Habits – często daje nam iluzję działania. Planujemy, czujemy się sprawczy, a potem nic się nie dzieje. Bo nie działamy. Tylko fantazjujemy o działaniu. Tymczasem – jak już wspominałem w tym poście – pozotywne wizualizowanie nie zastąpi pracy i krytycznego myślenia.

Los cię dopadnie. Możesz jednak pracować nad sobą, żeby nie poturbował cię brutalnie. Przede wszystkim w nurcie poznawczo behawioralnym. Korygując nawyki (behawior) i zmieniając schematy poznawcze (myślenie krytyczne). Ale ograniczenia istnieją także poza twoją głową. Genetyczne, społeczne, fizyczne, przestrzenne i czasowe. Jakkolwiek piękna wydaje się fantazja współczesnej „religii” samorozwoju, to warto spojrzeć na nią krytycznie. Krytycznie ale nie krytykancko. 

To o czym piszę to bezrefleksyjne ekstremum i nieprzemyślana wiara w mądrości typu, jesteś kowalem swojego losu, karma zawsze wraca, czy jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Zawierają one cząstkę prawdy, ale nie całą prawdę. Jest też drugie – bardzo groźne przekonanie. Że nic nie zależy od nas. Jak wskazuje Jonathan Haidt z Uniwersytetu Virginia, takie myślenie często charakteryzuje osoby skrajnie konserwatywne w swoim myśleniu. To podejrzenie, że wszystko jest kwestią spisku, że inni mają, bo mają plecy, układy, znajomości i bogatych rodziców. Że jeśli się rodobili, to na pewno ukradli.

Obie te postawy są skrajne. Obie bezkrytycznie oceniają nasze możliwości (bądź ich brak) wpływania na rzeczywistość i świat. 

Możesz być do pewnego stopnia kowalem swojego losu. Bardziej jednak możesz kontrolować proces i nawyki. W żadnym stopniu nie możesz kontrolować efektów. Możesz planować, ale samo zapisanie celów nie pomoże w ich realizacji. Zwłaszcza, że jeśli pracujesz nad zmianą nawyków, to jest trudne. I możliwe tylko przy wsparciu prawdziwej wiedzy, wzmocnionej protokołem badań. Czyli na przykład praktyki CBT. 

Nie chcę cię zniechęcać do szukania sprawczości. Stanowczo odradzam wyuczoną bezradność i fatalizm przejawiający się myśleniem, że „jakoś to będzie” i „co ma być to będzie”. Ale uważaj na współczesnych kapłanów religii „rozwój”, których sukces polega na sprawnych manipulacjach i charyzmie. A nie na dążeniu do prawdy, która owszem wyzwoli, ale też zaboli. 

Życzę ci myślenia krytycznego. I optymistycznego. I mądrego konstruowania nawyków, które są zgodne z twoją tożsamością. Zastanów się kim chcesz być i co jest twoją wartością. I wykuwaj nawyki. Istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że ci się uda. Nigdy nie 100%. Ale większe niż, gdy tego nie będziesz robić. I życzę ci empatii. I nie mów nigdy o kimś, komu się nie udało, że to najwyraźniej jego wina. Bo popełniasz tym samym najgorszy z błędów poznawczych – podstawowy błąd atrybucji. Polega on na tym, że nas tłumaczy kontekst. A to, co przytrafia się innym wynika z nich samych. Założe się, że jak byś był bezdomny, to byś potrafił wyjaśnić to kontekstem i splotem wydarzeń (trudnych), które do tego doprowadziły. Ale gdy patrzysz na bezdomnego, to być może myślisz, że na pewno sam do tego doprowadził. 

Ten cykl będę kontynuować do 50 wpisów. Potem przyjdzie pora na dwa kolejne cykle. Jeden właśnie o błędach poznawczych (chcę być Twoim trenerem myślenia krytycznego) a drugi o komunikacji (słowo czasem staje się ciałem – nie tylko teologicznie). 

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Pokrewne treści

Pokrewne treści

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

7 minut
1419 słów
Każdy jest kowalem własnego losu: #prawda_czy_fałsz_34 Emil Ratelband ma 69 lat. Jest trenerem rozwoju osobistego. Obie te informacje są ważne. Otóż Emil Retalband pozwał władze miasteczka, w którym mieszka, ponieważ odmówiły mu zmiany oficjalnej daty urodzenia z roku 1949 na 1969.  Ratelband – mimo iż w 2019 skończy 70 lat – na tyle się wcale nie czuje i nie widzi powodów, […]