Zaufaj sobie. Samoocena i samoskuteczność w prezentacjach: #słowo_na_niedziele_16

Opublikowano Kategorie Lifestyle, Pitching, Psychologia, Tak tylko mówięTagi , , ,

Ostatnio wprowadziłem do szkoleń nowy element. Improwizację. Każdy z uczestników warsztatu dostaje od innego słowo, które ma być rdzeniem prezentacji. Każdy dostaje 3 minuty na samą prezentację. I zero minut na przygotowanie. Ktoś rzuca ci słowo – ty od razu musisz zacząć mówić. 

Za każdym razem, gdy wyjaśniam zasady gry, reakcje są mieszane. Dominuje raczej lekki popłoch czasem nieufność. Brakuje entuzjazmu. 

W tym ćwiczeniu ciekawe jest wszystko. Po pierwsze, jak dobrze ludzie zazwyczaj radzą sobie z improwizowaniem na dany temat. Po drugie, jak podchodzą do „zadawania” innym tematu. Czy są troskliwi i znajomym z pracy rzucają słowa, z którymi tamci sobie poradzą. Czy czasem chcą podkręcić współczynnik trudności, bo postrzegają innych, jak bohaterów którzy sobie poradzą z wyzwaniem. 

Słowa są różne. Wczoraj zaczęliśmy od słowa „kapusta”. I poszło wyśmienicie. Uczestniczka mówiła o kapuście, wyimprowizowała nawet całkiem sensowną strukturę (tzw. issue tree). Podzieliła zastosowania kapusty na te kulinarne i inne – bardziej kreatywne. Przekazała wiedzę oczywistą i zderzyła ją z tą mniej oczywistą. Powiedziała, że „z kapusty tradycyjnie przygotowujemy kapuśniak, bigos, gołąbki czy surówkę, ale niewiele osób wie, że z kapusty można także przygotować ciasto”. Potem przeszła do omawiania tematu „kapusty w kulturze ludowej”. 

Gdyby naprawdę miała za zadanie przygotować prezentację na taki temat, mogłaby tę wyimprowizowaną narrację nagrać, spisać, uporządkować i wzmocnić slajdami. Potrzebny byłby pewnie dobry, intrygujący wstęp. I potrzebne byłyby próby. 

To ćwiczenie robię po to, żeby udowodnić uczestnikom moich warsztatów, że dużą część zasobów do tworzenia dobrych komunikatów mają w sobie. Intuicyjnie budują struktury, stosują wyliczenia i kontrastują idee. Potem trzeba to wzmocnić i obrobić, ale wiele rzeczy, których potrzebujesz masz w sobie. Musisz sobie zaufać

Prezentacja – jak w sumie każdy akt komunikowania – bezlitośnie obnaża naszą samoocenę i poczucie własnej wartości. Dlatego czasem warto pracę nad dobrymi prezentacjami zacząć od pracy nad sobą. I do przejrzenia przekonań na swój temat. To ważne, bo zdrowa i dobra samoocena skutkuje potem naturalnym gestem, przyjaznym mobilizującym stresem (w miejsce paniki).

Zawyżona samoocena jest równie groźna co zaniżona. Z jedną znaczącą różnicą. Gdy prelegent ma zaniżoną samoocenę cierpi on, a publiczność często traci, bo jego dobra niekiedy wiedza i intencja ginie w obliczu stresu. Gdy prelegent ma zawyżoną samoocenę, cierpi tylko publika. Prelegent uważa, że wszystko co robi jest świetne. Nawet jeśli ma to jakość książek autorki kaszubskiego porno (próbowałem czytać – nie da się). 

W pracy nad sobą może pomóc praktyka CBT, czyli terapia poznawczo-behawioralna. Sposobem na zwalczenie strachu przed wystąpieniami publicznymi jest przede wszystkim zmierzenie się z własnymi przekonaniami. O sobie, o swojej wiedzy i swojej samoskuteczności. A także o swoich umiejętnościach do przygotowania się i przedstawienia efektywnego i wpływowego przemówienia. Podejścia poznawczej reinterpretacji biorą na cel twoje negatywne twierdzenia dotyczące Ja („Nie jestem dobrym mówcą, publiczność uważa mnie za nudnego”) lub jakiekolwiek irracjonalne przekonania dotyczące wystąpień publicznych („Ludzie mogą dostrzec, jak zaniepokojony jestem na scenie” – tzw. Iluzja przejrzystości i efekt reflektora). Irracjonalne w tym przypadku znaczy, że twoje przekonania nie są poparte faktami czy twoimi doświadczeniami.

Innymi słowy musisz się zmierzyć z pytaniem – skąd wiesz, że rzeczywiście jesteś tak zły, jak uważasz. Poznawcza reinterpretacja pomaga ci kwestionować twoje negatywne twierdzenia i przekonania i zamienić je w korzystne, wspierające i proaktywne. Rzucają ci  one wyzwanie do myślenia bardziej pragmatycznie i świadomie. W skrócie, uczysz się jak postrzegać wystąpienia publiczne jako wydarzenia niezagrażające, z którymi możesz nauczyć się sobie radzić i widzieć siebie jako pewnego siebie wyłaniającego się mówcę. Możesz też korzystać z technik aktorskich, w którch budujesz sobie rzeczywistość skutecznego mówcy. Nie ma to nic wspólnego z zawziętą i nieskuteczną wizualizacją. Chodzi o użycie nauki i warsztatu aktorskiego. Świetnie mówią o tym Amy i Michael Port

Inne podejście poznawcze obejmuje zmianę twojej perspektywy z poczucia bycia wartościowanym na bycie wartościowym. To lubię chyba najbardziej.

Ćwiczysz samego siebie w postrzeganiu wystąpień publicznych jako sytuacji, w której komunikujesz ludziom coś, z czego mogą skorzystać, zamiast jako sytuacji, w której będziesz poddany próbie i oceniany. Ta zmiana w perspektywie pozbawia cię zmartwienia o to, jak wypadniesz i możesz skupić się na tym, jak najlepiej przekazać treść. Nie chodzi o to, jak i czy cię ocenią, tylko o to, czy dobrze przygotujesz i komunikujesz ważne treści, które mogą się przydać. 

Akurat ta zmiana przyda się nam wszystkim. Zwłaszcza w świecie, w którym zdaje się, że (prawie) wszyscy dają sobie prawo do oceniania drugiego człowieka. Nie musisz się temu poddawać. I tak nie masz na to wpływu. To czy komuś się podobasz czy nie, to JEGO problem. To, czy uważa, że jesteś za chuda, za gruby, za wysoki, za głupi, za mądry, to JEGO problem. Twoim zadaniem jest przekazać jak najlepiej wiedzę i wartość. Skup się na tym – to nie konkurs piękności. To prezentacja, czyli edukowanie, sprzedawanie, inspirowanie i motywowanie. Potrafisz to robić. Albo JESZCZE nie potrafisz. Ale w tym „jeszcze” jest nadzieja na wzrost, który wymaga tylko pracy. 

Nie spotkałem na swojej drodze nigdy osoby bez predyspozycji do prezentowania i mówienia. Każdy ma swój styl. Każdy ma swoje wyzwania. I każdy ma swoje demony, które sytuacja publicznego mówienia wyzwala. 

Zacznij od głowy. Ale pamiętaj – mózg to organ wrażliwy. Stosuj na nim tylko sprawdzone techniki. Żadnego szarlataństwa. It’s science, bitch!

Photo by Zoltan Tasi on Unsplash