Elektrostatyczne karteczki, skrypt i dyktafon: #słowo_na_niedziele_20

Opublikowano Kategorie Pitching, Psychologia, Tak tylko mówięTagi , , ,

Jesień sygnalizuje swoje nadejście na wiele sposobów. Mgły, które frustrują pasażerów Lotniska w Rębiechowie i snują się pięknie nad kaszubskimi jeziorami. Kasztany, które spadają w alejach Parku na Sołaczu. Grzyby, wilgotne trawy i skrzące się kroplami rosy sieci łowne krzyżaka ogrodowego (Araneus diadematus). 

U mnie w domu jesień oznacza elektrostatyczne karteczki na ścianach, drukowane skrypty wystąpień, skreślane potem z redaktorską bezwzględnością i próby nagrywane na dyktafon. To także cierpliwość ukochanych, którzy co jakiś czas muszą wysłuchiwać treści wystąpień. I pogodzić się z moim laptopem podłączonym do plazmowego telewizora.

Jesień to praca nad kilkoma premierami. Przed każdą z nich daję sobie czas na przygotowania. Nauczył mnie tego teatr. 

Najpierw praca nad wartością prezentacji. Co chcę przekazać i co chcę sprzeDAĆ. I absolutnie nie chodzi mi o kołdry z merynosa, garnki czy magic choper do cebuli. Chodzi mi o sprzedawanie wiedzy i tzw. BIG IDEA. 

Praca nad wartością to jasne odpowiedzi na kilka pytań. Po pierwsze, co chcę, żeby odbiorcy zrozumieli z mojego przykazu. Z jaką główną (nową) tezą wyjdą. Po drugie, co chcę, żeby zapamiętali. Tu stawiam na program minimum. Góra trzy czy cztery najważniejsze treści. Nie łudzę się. To i tak dużo. Po trzecie – co chcę, żeby zrobili po wysłuchaniu mojego wystąpienia. 

Myślę też, co im powiem, czego jeszcze nie wiedzą. Bo nie chcę im serwować banałów i bieda-mądrości. 

Potem tworzę strukturę całej narracji. Wybieram studia przypadków, anegdoty, wątki, liczby i ciekawostki, które przemyślaną wartość ubiorą w słowa. Każdy wątek zapisuję skrótowo na elektrostatycznych karteczkach i przyklejam do ściany. Dbam przy tym o logiczne połączenia między wątkami. Tak, żeby jedna myśl wynikała z drugiej. Skąd biorę wątki i przykłady? Z mojego „kompostu”, na którym macerują się moje internetowe, radiowe, książkowe i filmowe znaleziska. Ten kompost dojrzewa w Google Keep. Tak każde wcześniej zapisane znalezisko czeka otagowane na swoją kolej. I na swoją prezentację. 

Gdy już na ścianie całość układa się w logiczną strukturę, która wije się niczym wąż w Nokii 3310, zaczynam „gadać” treść. Nagrywam ją na dyktafon, potem spisuję, a potem redaguje. Dotyczy to tych wystąpień, które mają być krótkie, zwięzłe i na temat. Czyli prawie wszystkich poza formatami godzinnymi. Przy tych nie zapisuję już całości treści. Jedynie większe (kluczowe) fragmenty, które muszą wybrzmieć precyzyjnie. 

Potem zapisany i zredagowany skrypt „naczytuję” i próbuję dojść do najbardziej naturalnego sposobu podawania. I najbardziej naturalnego języka. Bo mówienie i pisanie to jednak dwa różne procesy. I zapisany tekst trzeba często… rozgadać. Rozwałkować słowa i zdania na żywo. By brzmiały naturalnie. 

Gdy mam już całość narracji dodaje slajdy. Tam, gdzie będą wzmacniać to co mówię. Nie tam, gdzie będą dublować. Slajdy to nie teleprompter. I dobra konferencyjna prezentacja przejdzie próbę, gdy będzie wartością nawet gdy zatnie się sprzęt czy zgaśnie rzutnik. Co nie oznacza, że slajdy są w ogóle zbędne. Są potrzebne tam, gdzie są potrzebne. I ma być ich dokładnie tyle ile TY potrzebujesz. I ile wymaga tego narracja. Nie ma złotej liczby slajdów. Zwłaszcza, że czas prezentacji mierzy się minutami… a nie liczbą slajdów. 

Przede mną kilka ważnych prezentacji. Prace nad nimi trwają. Przy niektórych – poza pracą nad narracją czy slajdami – muszę jeszcze myśleć nad rekwizytami i logistyką. Tak jest w przypadku I Love Marketing. Tam nie tylko przyjadę z premierową prezentacją, ale zrobię coś, czego jeszcze ta scena nie widziała. Coś, do czego trzeba się przygotować i przemyśleć. Coś, co może być dość ryzykowne. Nie mogę zdradzić, co to będzie. Ale mogę zdradzić, że jeszcze dziś i jutro (do 30.09.2019) ceny ostatnich biletów są niższe. Więc jeśli chcesz na żywo zobaczyć co przygotowałem ja i 17 innych prelegentów marketingowego dnia konferencji, to musisz się pospieszyć. 

Wartość ubrana w słowa z towarzyszeniem slajdów. Podana naturalnym językiem. Jak najbardziej zbliżonym do tego, jakim formułujesz myśli na codzień. Przygotowanie prezentacji to trudny i ubogacający proces. Lubię go. I czasem nienawidzę. Bo jak (prawie) każdy mam wątpliwości. Czy moja praca jest wystarczająco dobra. Czy będzie ciekawie. Czy zrealizuje cel. 

No cóż. Nie ma innego sposobu, żeby się o tym przekonać, jak po prostu przygotować się i wystąpić. Tak jak chirurg nie ma innego sposobu, żeby się przekonać, czy potrafi operować, czy strażak innego sposobu by ratować ludzi z pożaru i kotki z drzew.