Elektrostatyczne karteczki, skrypt i dyktafon: #słowo_na_niedziele_20

Jesień sygnalizuje swoje nadejście na wiele sposobów. Mgły, które frustrują pasażerów Lotniska w Rębiechowie i…

824 słowa
4 minuty
824 słowa
4 minuty

Przed Tobą

824 słowa
Ich czytanie zajmie Ci około
4 minuty
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Dowiesz się co jest wartością prezentacji
  • Zobaczysz jak kreować narracje
  • Poznasz budowę wyświetlanej prezentacji

Jesień sygnalizuje swoje nadejście na wiele sposobów. Mgły, które frustrują pasażerów Lotniska w Rębiechowie i snują się pięknie nad kaszubskimi jeziorami. Kasztany, które spadają w alejach Parku na Sołaczu. Grzyby, wilgotne trawy i skrzące się kroplami rosy sieci łowne krzyżaka ogrodowego (Araneus diadematus). 

U mnie w domu jesień oznacza elektrostatyczne karteczki na ścianach, drukowane skrypty wystąpień, skreślane potem z redaktorską bezwzględnością i próby nagrywane na dyktafon. To także cierpliwość ukochanych, którzy co jakiś czas muszą wysłuchiwać treści wystąpień. I pogodzić się z moim laptopem podłączonym do plazmowego telewizora.

Jesień to praca nad kilkoma premierami. Przed każdą z nich daję sobie czas na przygotowania. Nauczył mnie tego teatr. 

Najpierw praca nad wartością prezentacji. Co chcę przekazać i co chcę sprzeDAĆ. I absolutnie nie chodzi mi o kołdry z merynosa, garnki czy magic choper do cebuli. Chodzi mi o sprzedawanie wiedzy i tzw. BIG IDEA. 

Praca nad wartością to jasne odpowiedzi na kilka pytań. Po pierwsze, co chcę, żeby odbiorcy zrozumieli z mojego przykazu. Z jaką główną (nową) tezą wyjdą. Po drugie, co chcę, żeby zapamiętali. Tu stawiam na program minimum. Góra trzy czy cztery najważniejsze treści. Nie łudzę się. To i tak dużo. Po trzecie – co chcę, żeby zrobili po wysłuchaniu mojego wystąpienia. 

Myślę też, co im powiem, czego jeszcze nie wiedzą. Bo nie chcę im serwować banałów i bieda-mądrości. 

Potem tworzę strukturę całej narracji. Wybieram studia przypadków, anegdoty, wątki, liczby i ciekawostki, które przemyślaną wartość ubiorą w słowa. Każdy wątek zapisuję skrótowo na elektrostatycznych karteczkach i przyklejam do ściany. Dbam przy tym o logiczne połączenia między wątkami. Tak, żeby jedna myśl wynikała z drugiej. Skąd biorę wątki i przykłady? Z mojego „kompostu”, na którym macerują się moje internetowe, radiowe, książkowe i filmowe znaleziska. Ten kompost dojrzewa w Google Keep. Tak każde wcześniej zapisane znalezisko czeka otagowane na swoją kolej. I na swoją prezentację. 

Gdy już na ścianie całość układa się w logiczną strukturę, która wije się niczym wąż w Nokii 3310, zaczynam „gadać” treść. Nagrywam ją na dyktafon, potem spisuję, a potem redaguje. Dotyczy to tych wystąpień, które mają być krótkie, zwięzłe i na temat. Czyli prawie wszystkich poza formatami godzinnymi. Przy tych nie zapisuję już całości treści. Jedynie większe (kluczowe) fragmenty, które muszą wybrzmieć precyzyjnie. 

Potem zapisany i zredagowany skrypt „naczytuję” i próbuję dojść do najbardziej naturalnego sposobu podawania. I najbardziej naturalnego języka. Bo mówienie i pisanie to jednak dwa różne procesy. I zapisany tekst trzeba często… rozgadać. Rozwałkować słowa i zdania na żywo. By brzmiały naturalnie. 

Gdy mam już całość narracji dodaje slajdy. Tam, gdzie będą wzmacniać to co mówię. Nie tam, gdzie będą dublować. Slajdy to nie teleprompter. I dobra konferencyjna prezentacja przejdzie próbę, gdy będzie wartością nawet gdy zatnie się sprzęt czy zgaśnie rzutnik. Co nie oznacza, że slajdy są w ogóle zbędne. Są potrzebne tam, gdzie są potrzebne. I ma być ich dokładnie tyle ile TY potrzebujesz. I ile wymaga tego narracja. Nie ma złotej liczby slajdów. Zwłaszcza, że czas prezentacji mierzy się minutami… a nie liczbą slajdów. 

Przede mną kilka ważnych prezentacji. Prace nad nimi trwają. Przy niektórych – poza pracą nad narracją czy slajdami – muszę jeszcze myśleć nad rekwizytami i logistyką. Tak jest w przypadku I Love Marketing. Tam nie tylko przyjadę z premierową prezentacją, ale zrobię coś, czego jeszcze ta scena nie widziała. Coś, do czego trzeba się przygotować i przemyśleć. Coś, co może być dość ryzykowne. Nie mogę zdradzić, co to będzie. Ale mogę zdradzić, że jeszcze dziś i jutro (do 30.09.2019) ceny ostatnich biletów są niższe. Więc jeśli chcesz na żywo zobaczyć co przygotowałem ja i 17 innych prelegentów marketingowego dnia konferencji, to musisz się pospieszyć. 

Wartość ubrana w słowa z towarzyszeniem slajdów. Podana naturalnym językiem. Jak najbardziej zbliżonym do tego, jakim formułujesz myśli na codzień. Przygotowanie prezentacji to trudny i ubogacający proces. Lubię go. I czasem nienawidzę. Bo jak (prawie) każdy mam wątpliwości. Czy moja praca jest wystarczająco dobra. Czy będzie ciekawie. Czy zrealizuje cel. 

No cóż. Nie ma innego sposobu, żeby się o tym przekonać, jak po prostu przygotować się i wystąpić. Tak jak chirurg nie ma innego sposobu, żeby się przekonać, czy potrafi operować, czy strażak innego sposobu by ratować ludzi z pożaru i kotki z drzew. 

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pokrewne treści

Pokrewne treści

  • Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiotą. Nie dlatego, że zrobiłem coś źle. Raczej dlatego, że zbyt długo podejmowałem się wszystkiego, co los i inni ludzie mi proponowali. Mówiłem „tak” projektom, realizacjom, artykułom i prośbom o komentarze eksperckie. Zapisywałem się na kolejne kursy. Kupowałem kolejne książki. Planowałem kolejne projekty. A wszystko to prowadziło donikąd, bo…

  • Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś swoimi nawykami. Twoje nawyki są częścią Ciebie — a to kluczowa różnica. Nie jesteś na zawsze uwikłan_ w nawyki, które zdają się budować twoją obecną tożsamość. Możesz mieć nawyk odwlekania na potem ważnych zadań, ale to nie znaczy, że jesteś prokrastynatorem. Możesz mieć nawyk odpalania Netflixa po całym dniu…

  • Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Moja przyjaciółka pojechała kiedyś na kilkudniowe spotkanie z jednym z wietnamskich mistrzów ZEN. Wiedziona ciekawością, chciała zobaczyć jak techniki uważności, medytacji i wschodniej tradycji buddyjskiej, mogą wzbogacić jej praktykę terapeutyczną, a także nią samą.Gdy wróciła, ja z ciekawością wypytywałem ją o szczegóły. Z wszystkich, którymi się ze mną podzieliła, najlepiej…

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

4 minuty
824 słowa
Elektrostatyczne karteczki, skrypt i dyktafon: #słowo_na_niedziele_20 Jesień sygnalizuje swoje nadejście na wiele sposobów. Mgły, które frustrują pasażerów Lotniska w Rębiechowie i snują się pięknie nad kaszubskimi jeziorami. Kasztany, które spadają w alejach Parku na Sołaczu. Grzyby, wilgotne trawy i skrzące się kroplami rosy sieci łowne krzyżaka ogrodowego (Araneus diadematus).  U mnie w domu jesień oznacza elektrostatyczne karteczki na ścianach, drukowane skrypty wystąpień, […]