Dove, samoocena i eksperymenty społeczne. Jak przeciętna marka zagospodarowała nieprzeciętny temat.

Do 1957 roku mydło służyło po prostu do mycia. Zwykły produkt o oczekiwanych właściwościach. Marki…

1194 słowa
6 minut
1194 słowa
6 minut

Przed Tobą

1194 słowa
Ich czytanie zajmie Ci około
6 minut
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Przeczytasz o reframingu produktu Dove i jego sukcesie na rynku
  • Zobaczysz autentyczność i wartości marki
  • Dowiesz się jakie prowadzi kampanie społeczne
  • Poznasz czynnik Belief Driven Consumers który staje się kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji zakupowych
  • Podsumuję strategie Dove która wykorzystuje badania i trendy społeczne

Do 1957 roku mydło służyło po prostu do mycia. Zwykły produkt o oczekiwanych właściwościach. Marki mogły konkurować ze sobą jedynie w wymiarze lepszy lub gorszy pogromca brudu. Dove – z pomocą Davida Ogilvy – postawił na inną kartę. Przeramował (ang. reframe) mydło i wypozycjonował jako środek nawilżający. Ten zabieg i slogan Jedynie Dove jest w ¼ kremem nawilżającym” uczyniły Dove najlepiej sprzedającym się mydłem w USA.

Na filozofię Ogilvy’ego – jego specyficzne podejście do pozycjonowania produktów – natkniesz się dziś prawie wszędzie. To lokowanie produktu w ramie potrzeby (realnej bądź urojonej).

Marka Dove nadal korzysta na strategicznym ruchu sprzed ponad 60 lat. I nadal sprzedaje się dobrze. Musi jedna cały czas czujnie obserwować rynek i klientów. Nie wystarczy już być mydłem dla kobiet o suchej skórze. Trzeba otwierać się na tak zwanych Belief Drive Consumers¹. Oni głosują portfelem. Na marki, które wyznają, deklarują i działają zgodnie z wartościami ważnymi dla nich samych.

Jedną z takich wartości może być na przykład autentyczność. Ludzie i historie stojące za produktem to skuteczna broń, po którą sięgają choćby rodzinne mydlarnie jak 4szpaki. Ta sama autentyczność (czasem pozorowana) stoi za sukcesem tzw. Indie Brands – niezależnych marek kosmetycznych.

Na tym polu Dove – część imperium Unilevera – nie może konkurować. Trudno przekonywać, że są autentyczni czy rzemieślniczy. Pod względem produktu Dove to także nie Himalaje hiperskuteczności. To produkt – brutalnie mówiąc – przeciętny i mainstreamowy.

Na szczęście – poza autentycznością – mają inne ważne tematy do zagospodarowania. Z puli tych, które są ważne dla Belief Driven Consumers, Dove wybrało ciałopozytywność i kobiecą samoocenę (ang. self-esteem).

Dove – jako jedna z pierwszych marek głównego nurtu – zaczęło mówić kobietom, że są piękne takie jakie są. I że kosmetyk nie jest po to, żeby je zmieniać, strugać, heblować i modelować, lecz by wydobywać piękno. To piękno, które jest w zmarszczkach, piegach, siwych, rudych czy kręconych włosach. No i przede wszystkim piękno, które jest w każdym rozmiarze.

Już w 2004 roku, gdy ciałopozytywność była jeszcze w powijakach, Dove rozpoczęło projekt Dove Self-Esteem. W ramach projektu marka prowadzi działania edukacyjne i CSR. I tworzy reklamy, które w dużej części opierają się o eksperymenty społeczne.

Schemat tworzenia tych reklam lub działań jest podobny. Najpierw wgląd (ang. insight), potem główna myśl (wniosek), która podsumowuje wgląd. A na końcu realizacja. Często w formie dokumentacji eksperymentu społecznego.

Tak powstała reklama – a w zasadzie krótki dokument – który do tej pory jest jedną z najczęściej oglądanych reklam na YouTube. Dove Real Beauty Sketches.

https://www.youtube.com/watch?v=XpaOjMXyJGk

Eksperyment z udziałem portrecisty, który na co dzień zajmuje się tworzeniem portretów pamięciowych, ma udowodnić jedną hipotezę. Że kobiety są dla siebie zbyt surowymi sędziami. Szczególnie w kwestii wyglądu.

Ta myśl to zresztą wniosek wysnuty z badań. Tych które Dove przeprowadza, szukając wglądu.

Inny wniosek z badań – samoocena matki wpływa potężnie na samoocenę córki. Im gorzej myśli i mówi o sobie matka, tym gorzej myśleć i mówić o sobie będzie córka. Dziedziczymy nie tylko geny. Kompleksy także.

Żeby tę myśl ubrać w format, Dove znów sięga po eksperyment społecznym. Tym razem niezwykle prosty. Matki i córki zapisują (indywidualnie) na kartkach co myślą o sobie i swoich ciałach. Wnioski z eksperymentu są trudne. Ale są też ważnym sygnałem dla matek i innych kobiet, które wychowują lub wpływają na dziewczynki.

Te reklamy są proste. I mają niezwykły potencjał wirusowości. Dove zagospodarowało temat ważny społecznie i w zasadzie bezpieczny.

Wśród eksperymentów Dove mam swój ulubiony. On również bazuje na dobrym wglądzie. Badania Dove wykazały, że 96% kobiet, opisując siebie nie używa przymiotnika „piękna”. Tylko 4 na 100 mówią o sobie „jestem piękna”. 80% kobiet używa tego przymiotnika określając poszczególne części ciała. Czyli np. włosy, oczy czy usta. 54% badanych przyznało, że są dla siebie najsurowszymi sędziami.

Dove z tego badania wysnuło ciekawą myśl – przecież to jak o sobie mówimy zależy od nas. Etykieta to nasz wybór. To ty masz wybór czy powiesz o sobie „piękna” czy „przeciętna”. Wybierz „piękna” i zobacz jak się poczujesz.

I tak powstała kampania #ChooseBeautiful

Kobietom w tym udokumentowanym eksperymencie dano wybór – przechodzisz przez drzwi z etykietą „piękna” lub „przeciętna”. W galeriach handlowych na całym świecie kobiety nagle miały podjąć świadomą decyzję. Ta konfrontacja z wyborem – jak pokazują późniejsze wywiady – była także konfrontacją z myśleniem o sobie. I początkiem nowej świadomości.

Wybory nas stwarzają. Wybierz drzwi „piękna”.

Dove to przeciętne produkty pozycjonowane i komunikowane w nieprzeciętny sposób. Sam produkt w reklamie praktycznie nie istnieje. Liczy się marka i jej osobowość. Dove staje się sufrażystką, przyjaciółką – mądrą towarzyszką, która wzmacnia samoocenę kobiet. Mówi do nich głosem prostych eksperymentów – pokazując jak na dłoni pułapki, w które wpędza je świat nierealnych standardów. I w które wpadają często same. Ciągnąc za rękę swoje córki czy wnuczki.

Nie brakuje krytyków tego działania. Niektórzy wskazują, że na billboardach Dove kobiece sylwetki może i są zróżnicowane. Nadal jednak wygładzone Photoshopem. I nadal w dość bezpiecznym spektrum tejże różnorodności.

Ja analizuje działania komunikacyjne nie moralność marek. Badam sposoby, który marki kupują naszą uwagę i lojalność. Sposoby Dove są warte głębokiej analizy. A schematy działania warte powielania.

Pamiętaj – dla Belief Driven Consumer ważny jest już nie tylko produkt. Ważne są wartości i głos marki. Wybierz zatem temat. Regularnie badaj, to co ważne i ciekawe. Postaw na wgląd – badania, trendy, anegdoty i zeitgeist. Wyciągaj wnioski i przekuwaj je potem na realizacje. Proste, zaskakujące, wzruszające i dające do myślenia.


¹ Belief Driven Consumers – konsumenci, którzy w swoich wyborach kierują się nie tylko funkcją czy ceną produktu lub usługi, lecz także przekonaniami i wartościami, jakie wyznaje marka. Przeprowadzone w zeszłym roku przez agencję Edelman badanie 2018 Edelman Earned Brand pokazało, że już 64% konsumentów podejmuje swoje decyzje zakupowe w oparciu o przekonania, co stanowi wzrost o 13 p.p. w porównaniu z poprzednią edycją raportu z 2017 roku. Ci konsumenci to ludzie, którzy wybiorą dany produkt lub markę przede wszystkim dlatego, że zgadzają się z jej wartościami.

Photo by cottonbro from Pexels

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pokrewne treści

Pokrewne treści

  • Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiotą. Nie dlatego, że zrobiłem coś źle. Raczej dlatego, że zbyt długo podejmowałem się wszystkiego, co los i inni ludzie mi proponowali. Mówiłem „tak” projektom, realizacjom, artykułom i prośbom o komentarze eksperckie. Zapisywałem się na kolejne kursy. Kupowałem kolejne książki. Planowałem kolejne projekty. A wszystko to prowadziło donikąd, bo…

  • Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś swoimi nawykami. Twoje nawyki są częścią Ciebie — a to kluczowa różnica. Nie jesteś na zawsze uwikłan_ w nawyki, które zdają się budować twoją obecną tożsamość. Możesz mieć nawyk odwlekania na potem ważnych zadań, ale to nie znaczy, że jesteś prokrastynatorem. Możesz mieć nawyk odpalania Netflixa po całym dniu…

  • Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Moja przyjaciółka pojechała kiedyś na kilkudniowe spotkanie z jednym z wietnamskich mistrzów ZEN. Wiedziona ciekawością, chciała zobaczyć jak techniki uważności, medytacji i wschodniej tradycji buddyjskiej, mogą wzbogacić jej praktykę terapeutyczną, a także nią samą.Gdy wróciła, ja z ciekawością wypytywałem ją o szczegóły. Z wszystkich, którymi się ze mną podzieliła, najlepiej…

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

6 minut
1194 słowa
Dove, samoocena i eksperymenty społeczne. Jak przeciętna marka zagospodarowała nieprzeciętny temat. Do 1957 roku mydło służyło po prostu do mycia. Zwykły produkt o oczekiwanych właściwościach. Marki mogły konkurować ze sobą jedynie w wymiarze lepszy lub gorszy pogromca brudu. Dove – z pomocą Davida Ogilvy – postawił na inną kartę. Przeramował (ang. reframe) mydło i wypozycjonował jako środek nawilżający. Ten zabieg i slogan Jedynie Dove jest w […]