Demostenes, koszyk korzyści i poprawne wstępy

Facet, na obrazie ilustrującym ten tekst, to Demostenes. Jeden z moich dwóch ulubionych Greków. Zdetronizował…

1184 słowa
6 minut
1184 słowa
6 minut

Przed Tobą

1184 słowa
Ich czytanie zajmie Ci około
6 minut
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Opowiem Ci historię z technikami Demonstenesa
  • Zobaczysz wprowadzenie pojęcia strefy nauki (learning zone) i strefy wykonania (performance zone)
  • Dowiesz się co zrobić aby skupić uwagę publiczności

Facet, na obrazie ilustrującym ten tekst, to Demostenes. Jeden z moich dwóch ulubionych Greków. Zdetronizował Arystotelesa w moim osobistym rankingu starożytnych ziomków. Głównie dlatego, że Arystoteles miał bardzo podłe zdanie na temat kobiet. No i sądził, że mózg służy do chłodzenia ciała.

Demostenes był wybitnym mówcą. Tak dobrym, że ludzie płacili mu żeby występował za nich na greckich agorach. Tak dobrym, że Filip Macedoński drżał przed potęgą jego mowy. Był świetny, ale wiedział, że można być lepszym. I temu służyła praca nad poszczególnymi kompetencjami w czymś, co nazwę strefą nauki (ang. learning zone).

Wiedzę szlifował studiując prawo i filozofię. Nad nawykami zaś i mową ciała pracował w specjalnie wybudowanym pomieszczeniu w piwnicy. Tam stawał przed lustrem i ćwiczył. Zauważył, że gdy mówił podnosił dość wyraźnie ramiona. Przez co oczywiście skracał szyję i sprawiał wrażenie mocno przestraszonego. Postanowił coś z tym zrobić. Z sufitu zwiesił miecz na wysokości ramion, stawał pod nim i mówił. Gdy tylko odruchowo podnosił ramiona, miecz boleśnie mu przypominał o tym.

Można powiedzieć, że stosował dość drastyczne metody behawioralne. Chcąc mówić wyraźniej, pomimo seplenienia, ćwiczył mowy z kamykami w ustach. Ćwiczył w pobliżu oceanu, próbując przebić się ponad głośnym szumem fal. Dlaczego? Na salach sądowych bywało bardzo głośno i trzeba było mieć wytrenowany, mocny głos.

Wszystkie te wysiłki opłacały się, gdy wychodził przed widownię. I gdy robił swoje, w tak zwanej strefie wykonania (ang. performance zone). W tej strefie był mistrzem, bo poświęcał odpowiednio dużo czasu w strefie nauki. Tam działał w zgodzie z tym, co Anders Ericsson nazywa świadomym uczeniem (ang. deliberate practice). Demostenes wiedział co i jak ćwiczyć. Rozkładał umiejętności na mniejsze składowe i skupiał się na nich punktowo i cierpliwie.

Tak właśnie rozpocząłbym wystąpienie na temat uczenia się. Prelekcję, w której przywoływałbym koncept świadomego uczenia się oraz stref learning zone i performance zone. Rozpocząłbym od opowieści o ulubionym starożytnym Greku.

Takie właśnie wystąpienie serwuje nam Eduardo Briceño podczas konferencji TED. On jednak nie zaczyna od historii. Opowieść Demostenesa wykorzystuje w dalszej części narracji, by wyjaśniać koncept.

Eduardo Briceño zaczyna bardzo tradycyjnie. Mówi:

Większość z nas żyje, próbując jak najlepiej wykonywać swoje zadania dotyczące pracy, rodziny, szkoły czy innych spraw. Tak myślę. Ja daję z siebie wszystko. Jednak jakiś czas temu zauważyłem brak postępów w dziedzinach, na których najbardziej mi zależało, czy chodziło o bycie mężem, przyjacielem, profesjonalistą czy członkiem zespołu. Nie robiłem postępów w tych dziedzinach, mimo że poświęcałem dużo czasu, ciężko pracując nad nimi. Dzięki rozmowom i badaniom zdałem sobie sprawę, że taki zastój, mimo ciężkiej pracy, jest dość powszechny.

Chciałbym podzielić się spostrzeżeniami, dlaczego tak jest i co można z tym zrobić. Zauważyłem, że najbardziej efektywne osoby czy zespoły pracujące w dowolnej dziedzinie, robią coś, co możemy naśladować. Idą przez życie, celowo przechodząc między dwoma strefami, uczenia się i wykonania.

To tradycyjny, dość konserwatywny wstęp. Na pewno nie nazwałbym go złym. Briceño rozpoczyna od ogólnego stwierdzenia i z pomocą języka doświadczenia wciągnąć odbiorców w narrację. Mówi nam – jestem jak wy, też się staram, ale mi nie zawsze wychodzi. To oczywiście zabieg dobry. Jednak wykonany na dość wysokim poziomie ogólności.

Potem Briceño serwuje nam coś w rodzaju „koszyka korzyści”. To określenie podsumowanej w kilku słowach wartości, którą odbiorca wyniesie z prelekcji. W jego przypadku to słowa:

Chciałbym podzielić się spostrzeżeniami, dlaczego tak jest i co można z tym zrobić.

Znów intencja dobra, wykonanie mało konkretne. Zwłaszcza, że prelegent dopiero w kolejnych partiach narracji pokazuje prawdziwego asa. Czyli właśnie opowieść o Demostenesie. Tak jak wspomniałem – ja zacząłbym właśnie od niej. Dlaczego?

Po pierwsze – ta historia jest bardzo konkretna i ma co najmniej jeden zaskakujący element (techniki behawioralne z mieczem). Opowieść jest prosta, zaskakująca i emotogenna (budzi emocje). Duże! Skąd to wiem? Bo gdy ją przytaczam na szkoleniach to w momencie, gdy mówię, miecz boleśnie przypominał mu, żeby ramion nie unosić, często rozlega się wręcz sykniecie. Takie, które wydajemy gdy ktoś się paskudnie przewróci, albo skaleczy.

Po drugie – ta historia idealnie tłumaczy najważniejsze koncepty prezentacji – learning zone, performance zone i świadome uczenie.

Po trzecie – historia lepiej skupi uwagę niż dość ogólny wstęp z bardzo ogólnym koszykiem wartości.

Po czwarte wreszcie – taki wstęp ma potencjał wiralowy i łatwiej go też zapamiętać.

Gdybym zdecydował się na wstęp-historię, to musiałbym zadbać o to, jak ją dobrze podsumować. I jak od tego podsumowania odbić się do dalszej części narracji. Mogłoby to przyjąć następującą formę:

[…] I tak oto 2300 lat temu grecki mówca – raczej nieświadomie – stosował najbardziej skuteczne techniki uczenia się. Jak jego historię możemy przetłumaczyć na własne zmagania? Prościej niż ci się wydaje […]

I po takim pomoście (bridge) mógłbym przejść do rozwinięcia i omówienia szczegółowo poszczególnych składowych.

Tak przedstawiałby się schemat narracji – przy założeniu, że rozpoczynam od historii.

Daleki jestem od twierdzenia, że Briceño zrobił coś źle. Po prostu strasznie mi żal tak dobrej historii. Dzięki niej można od razu bardzo skupić uwagę widowni i wzmocnić zapamiętywanie treści. A to przecież też dwa ważne cele każdego prelegenta.

Briceño wybrał poprawny wstęp. I zrealizował go poprawnie. Ty pewnie też często takie wybierasz. I nie ma w tym nic złego. Chciałbym cię jednak zachęcić do eksperymentów i odważnego sięgania po inne typy wstępów. Być może właśnie historie.

Pamiętaj tylko, że wstęp to zaproszenie do dalszej podróży. Musi więc jasno sygnalizować dokąd jedziemy! Dlatego wstęp-historia musi być znaczeniowo dobrany do treści prezentacji. Koniecznie też zastosuj tzw. bridge (czyli pomost). W muzyce ten bridge oznacza  jeden z elementów formy muzycznej, który pełni funkcję przejścia pomiędzy kolejnymi odcinkami utworu muzycznego. W prezentacji oznacza przejście pomiędzy dwiema częściami prezentacji. W tym wypadku przejścia od wstępu-historii do rozwinięcia.


Prezentacje. Po prostu! Piotr Bucki, Wydawnictwo OnePress, 2020

Made to Stick: Why Some Ideas Survive and Others Die, Chip Heath, Dan Heath, Random House, 2007

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Pokrewne treści

Pokrewne treści

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

6 minut
1184 słowa
Demostenes, koszyk korzyści i poprawne wstępy Facet, na obrazie ilustrującym ten tekst, to Demostenes. Jeden z moich dwóch ulubionych Greków. Zdetronizował Arystotelesa w moim osobistym rankingu starożytnych ziomków. Głównie dlatego, że Arystoteles miał bardzo podłe zdanie na temat kobiet. No i sądził, że mózg służy do chłodzenia ciała. Demostenes był wybitnym mówcą. Tak dobrym, że ludzie płacili mu żeby występował za […]