David, Goliat i Gladwell. Jak odkrywać nieznane w prezentacjach

Kocham Malcolma Gladwella. Ale to trudna miłość. Wiele razy mnie zachwycił. Kilka razy podpadł. Na…

3755 słów
19 minut
3755 słów
19 minut

Przed Tobą

3755 słów
Ich czytanie zajmie Ci około
19 minut
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Pokażę Ci narracje opartą na emocjach
  • Dowiesz się jak podrzymuje uwagę odbiorców
  • Odkryjesz że cytowanie bezprośrednio ze źródła nadaje autentyczności
  • Poznasz moje podejście do spojrzenia na tradycyjne przekonania
  • Zobaczysz jak przekonywać przez analogie

Kocham Malcolma Gladwella. Ale to trudna miłość. Wiele razy mnie zachwycił. Kilka razy podpadł. Na przykład, gdy w książce „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” posłużył się tylko tymi przykładami, które pasowały mu do głównej tezy. Tej o 10 tysiącach godzin ćwiczeń niezbędnych do osiągnięcia mistrzostwa. Błąd konfirmacji i selektywna percepcja.

Wybaczam jednak. Po pierwsze dlatego, że nie ma co sobie tworzyć bożków ze spiżu (człowiek się wtedy może okrutnie zawieść). Po drugie – i chyba ważniejsze – że jestem więcej niż pewien, że sam za ten błąd nieraz powinienem odpokutować.

Gladwell najpierw poznałem jako pisarza. Potem zachwycił mnie jako prelegent. A ostatnio zostałem jego uczniem. Pilnym prymusem na kursie Masterclass.

Mam swoje ukochane tytuły Gladwella. Mam też jego ulubione wystąpienia. Które zresztą często są albo prequelami albo sequelami albo spin offami rozdziałów z książkę Malcolma. Widać Gladwell – podobnie jak ja – wyznaje zasadę, że dobry materiał można recyklingować.

Tak jest w przypadku wystąpienia The unheard story of David on Goliath. Gladwell mierzy się w nim z kulturową ikoną – storytellingowym totemem – który stał się jego obsesją podczas pisania książki „Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów”.

Gladwell swoje wystąpienie rozpoczyna tak:

Chcę opowiedzieć historię, która stała się moją obsesją podczas pisania książki, a która mówi o wydarzeniu sprzed 3000 lat, z czasów początku Królestwa Izraela. Miała miejsce w krainie o nazwie Szefela, w dzisiejszym Izraelu. Historia zafascynowała mnie, bo choć z początku sądziłem, że ją rozumiem, po ponownym przeczytaniu zrozumiałem, że wcale tak nie jest.

Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze na dobór słów. Gladwell nie mówi, „która zainteresowała mnie” czy „która zaciekawiła mnie”. On autentycznie i szczerze mówi o historii, która „stała się jego obsesją”. Punkt dla Malcolma! Dlaczego? Bo od razu emocjonalnie zaprasza nas w swój świat. Po drugie – wykorzystanie schematu znanego choćby z badań Murraya Daviesa, czyli „wszyscy myślicie, że jest TAK, a jest raczej inaczej”. Chodzi dokładnie o fragment:

Historia zafascynowała mnie, bo choć z początku sądziłem, że ją rozumiem, po ponownym przeczytaniu zrozumiałem, że wcale tak nie jest.

Ten schemat jest skuteczny bo wpisuję się w ludzką potrzebę domykania luki informacyjnej i doskonale wznieca ciekawość. Wspomniany Davies zbadał struktury i schematy, które stoją za najpopularniejszymi ideami, które przez wieki uznawaliśmy za intrygujące. I które zwyciężały w kulturze.

Śmiało można powiedzieć, że Gladwell wykorzystuje tu ten sam schemat, co Kopernik. Który mógłby przecież powiedzieć, Muszę wam opowiedzieć o zjawisku, które mnie zafascynowało. Bo choć z początku sądziłem tak jak wy, że to Słońce krąży wokół Ziemi, to po latach badań zrozumiałem, że wcale tak nie jest.

I w tym momencie w głowach wziętych z zaskoczenia odbiorców pojawia się pytanie – TO JAK JEST?

I dobrze. Bo to utrzymuje uwagę.

Zresztą Gladwell utrzymuje nasz podstawowy proces poznawczy (uwagę) w pogotowiu jeszcze jednym sprytnym zabiegiem. Długi czas nie mówi nam o jaką historię chodzi. Chodź zdradza nam coraz więcej szczegółów i naprowadza na trop. Mówi:

Wzdłuż wschodniej granicy starożytnej Palestyny znajdowało się pasmo górskie. Tak samo jest z dzisiejszym Izraelem. W tym paśmie znajdują się wszystkie starożytne miasta tego regionu, a więc Jerozolima, Betlejem i Hebron. Natomiast wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego znajduje się równina, na której zbudowano Tel Awiw. Szefela leży pomiędzy tą równiną, a wspomnianym pasmem górskim. To kraina dolin i grzbietów górskich, które ciągną się ze wschodu na zachód, którymi można przedostać się z równinnego wybrzeża w stronę gór. Jeśli byliście w Izraelu to wiecie, że Szefela to chyba najpiękniejszy region. Jest wspaniała, z dębowymi lasami, polami pszenicy i winnicami.

Ale, co ważniejsze, odegrała też istotną, strategiczną rolę w historii tego regionu, a to dlatego, że umożliwiała wrogim armiom z równinnego wybrzeża znaleźć drogę w góry i zagrozić mieszkańcom. Tak właśnie stało się 3 tysiące lat temu. Filistyni, najwięksi wrogowie Królestwa Izraela, mieszkają na równinie na wybrzeżu. Są żeglarzami, pochodzącymi z Krety. Zaczynają przemieszczać się jedną z dolin w Szefeli w stronę gór, bo chcą zająć tereny górskie obok Betlejem i podzielić Królestwo Izraela na 2 części. Królestwo Izraela, rządzone przez króla Saula, oczywiście dowiaduje się o tym, więc Saul sprowadza wojska z gór i stawia Filistynom opór w dolinie Elah, jednej z najpiękniejszych dolin Szefeli. Izrealici okopują się wzdłuż północnego grzbietu a Filistyni wzdłuż południowego, Obie armie siedzą tam przez kilka tygodni i patrzą na siebie, bo są w impasie. Żadna nie może zaatakować, bo w tym celu trzeba by zejść w dolinę, a potem wejść na drugie wzgórze, bez żadnej osłony.

W końcu, żeby przełamać impas, Filistyni wysyłają najsilniejszego wojownika, który schodzi w dolinę i woła do Izraelitów: “Przyślijcie tu swojego najpotężniejszego wojownika, i rozstrzygniemy to między sobą”.

W starożytnych wojnach była taka tradycja rozstrzygania sporów, bez rozlewu krwi właściwego dla wielkich bitew. Filistyn, który został wysłany, ich najpotężniejszy wojownik, jest gigantem. Ma ponad dwa metry wzrostu. Jest od stóp do głów ubrany w błyszczącą zbroję z brązu, ma miecz, oszczep i dzidę. Jest absolutnie przerażający. Na tyle, że żaden z Izraelitów nie chce z nim walczyć. To pewna śmierć. Nie da się go pokonać.

Koniec końców jedynym chętnym jest młody chłopak, pasterz, który podchodzi do Saula i mówi: “Ja będę z nim walczył”.

Saul odpowiada: “Nie dasz mu rady. To niedorzeczne. Jesteś dzieciakiem, a to potężny wojownik”.

Ale pasterz jest nieugięty. Mówi: “Nie rozumiesz. Od lat bronię stada przed lwami i wilkami. Dam sobie radę”.

Saul nie ma wyboru. Nikt inny się nie zgłosił. Mówi: “No dobrze”. Odwraca się do młodzieńca i mówi: “Musisz włożyć zbroję. Nie możesz tak iść tak”.

Próbuje dać pasterzowi swoją zbroję, ale ten odmawia. Mówi: “Nie mogę tego włożyć”. Biblia mówi: “Nie potrafię się w tym poruszać, gdyż nie nabrałem wprawy”, czyli: “W życiu nie nosiłem zbroi. Chyba oszalałeś”.

Zamiast tego pasterz schyla się, podnosi z ziemi pięć kamieni, wkłada je do pasterskiej torby i zaczyna schodzić na spotkanie z gigantem. Gigant widzi nadchodzącą postać i woła: “Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom”. Szydzi w ten sposób z osoby, która przyszła z nim walczyć. Pasterz podchodzi coraz bliżej i gigant zauważa, że niesie on kij, i nic poza tym. Zamiast broni ma tylko pasterski kij, więc mówi obrażony: “Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijami?”.

Chłopak wyjmuje kamień z kieszeni, wkłada go do procy, kręci nią, i wypuszcza kamień, który uderza giganta prosto między oczy, tutaj, w jego najsłabsze miejsce. Gigant pada na ziemię, martwy albo nieprzytomny, a pasterz podbiega, zabiera mu miecz i odcina głowę. Na ten widok Filistyni zwyczajnie rzucają do ucieczki.

Oczywiście imię giganta to Goliat, a młody pasterz to Dawid. Historia ta zafascynowała mnie podczas pisania książki, bo wszystko, co miałem za pewnik, okazało się fałszem.

5 minut czekania na rozwiązania zagadki! Cała historia opowiedziana bez zdradzania imion głównych bohaterów. Oczywiście słuchacze sami składają w głowie narracyjne puzzle i mają już prawie pewność, że chodzi o biblijne postaci. I to daje ekstremalną satysfakcję. Zresztą Gladwell często gra z czytelnikiem i słuchaczem w taką grę. Wiem o tym z jego zajęć.

Ten fragment Malcolm kończy też piękną klamra – bo wszystko, co miałem za pewnik, okazało się fałszem. Znów ukłon w kierunku Murraya Daviesa. Te wyznania to także świetny sposób na wpuszczenie słuchacza w swój proces twórczy, opowiedzenie o swoich rozterkach a nawet błędach. Tu zaproszenie słuchaczy do swojej intymnej przestrzeni.

Działa doskonale! Choć wymaga odwagi. I radykalnej szczerości.

W tym fragmencie warto zwrócić uwagę na jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze dosłowne cytowanie bohaterów. Gladwell opowiada i mówi:

Gigant widzi nadchodzącą postać i woła: “Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom”.

To dosłowny cytat z 1 Sm 17,44, gdzie czytamy:

Filistyn zawołał do Dawida: «Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom».

Ale nie o samą zgodność z biblijną Księgą Samuela tu chodzi. Przede wszystkim o bezpośrednie przytaczanie cytatów, a nie stosowanie mowy zależnej. Prelegent mógł przecież powiedzieć:

Gigant widząc nadchodzącą postać zawołał, żeby ten zbliżył się tylko do niego, a jego ciało odda ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom.

Tylko to byłby błąd. Na pewno nie gramatyczny. Błąd raczej z punktu widzenia podania materiału. Gdy stosujemy mowę zależną traci dynamika. Gorzej też oddziałujemy na mózgi odbiorców. Łatwiej wyobrazić sobie dialog dwóch ludzi, gdy słyszymy wymianę zdań.

Łatwiej też wyobrazić sobie całość gdy prelegent operuje bardzo plastycznym językiem i konkretnymi obrazami. Gladwell mówi:

Jeśli byliście w Izraelu to wiecie, że Szefela to chyba najpiękniejszy region. Jest wspaniała, z dębowymi lasami, polami pszenicy i winnicami.

Lasy są konkretne bo dębowe. Pola również – to pola pszenicy. To samo dotyczy konkretyzacji wszystkich rzeczowników i przymiotników opisujących bohaterów, ich ubiór i akcesoria. Mózg lubi konkret, bo wtedy słowo zasłyszane czy przeczytane widzi.

Porównaj te dwa zdania:

Sięgnąłem po najwyższej jakości wyroby piekarnicze z wysokogatunkowym nabiałem z wysmakowanymi dodatkami.

Sięgnąłem po grubo ukrojoną pajdę ciepłego jeszcze chleba, posmarowaną grubo masłem ze szczyptą soli.

To pierwsze rozumiesz. To drugie czujesz. Jest wysoce prawdopodobne, że gdy je czytasz, to wzrasta aktywność kory śródwęchowej, motorycznej a być może nawet Pole 43 – korowy ośrodek smaku. A przecież tylko czytasz. Wie o tym Gladwell i serwuje konkretne soczyste słowa, a nie słowną watę-sałatę.

Omówiony fragment to historia. Taka jaką znamy lub przynajmniej kojarzymy. W końcu to jeden z największych toposów historii. I tu zaczyna się jazda w stylu evidence based. Bo Gladwell przechodzi do perspektywy endokrynologicznej, militarystycznej a nawet balistycznej. I świat już nigdy nie będzie taki sam. Gladwell zaczyna od powszechnego mitu, z którym się rozprawi. Czyli od uwspólnienia przekonań z widownią. Mówi:

W tej historii Dawid ma być na z góry straconej pozycji, prawda? Określenie “walka Dawida z Goliatem” weszło do języka jako metafora dla nieoczekiwanych zwycięstw, odnoszonych przez słabszych nad kimś znacznie silniejszym. Dlaczego z góry zakładamy, że Dawid jest na przegranej pozycji? Pewnie dlatego, że to ledwie dzieciak, a Goliat jest wielkim, silnym gigantem. Pewnie także dlatego, że Goliat jest doświadczonym wojownikiem, a Dawid tylko pasterzem. Co najważniejsze, uważamy jego pozycję za straconą, bo podczas gdy Goliat ma całe to współczesne uzbrojenie, lśniącą zbroję, miecz, oszczep i dzidę, Dawid ma tylko swoją procę.

Gdy już ma z nami kontakt, punktuje mit i roztrzaskuje przekonania.

Zacznijmy może od zdania: “Dawid ma tylko swoją procę”, bo to jest nasz pierwszy błąd. W starożytnej sztuce wojennej istniały trzy grupy wojowników. Była kawaleria czyli jeźdźcy na koniach lub rydwanach. Była piechota, a więc piesi żołnierze, uzbrojeni w miecze, szable i pancerze. Była też artyleria, a więc łucznicy, ale przede wszystkim żołnierze uzbrojeni w rodzaj procy. Mieli oni skórzane sakiewki z przymocowanymi do nich dwoma długimi sznurkami. Wkładali tam pocisk – kamień albo ołowianą kulę. Kręcili nią, a potem puszczali jeden ze sznurków, posyłając pocisk w stronę celu.

Taką właśnie broń ma Dawid, ale nie jest to zwykła proca. To nie jest coś takiego. To nie dziecięca zabawka. Tak naprawdę to niesamowicie groźna broń. Kiedy Dawid kręci nią w ten sposób, robi prawdopodobnie około 6 czy 7 obrotów na sekundę, co oznacza, że wylatujący z niej pocisk ma naprawdę dużą prędkość, może jakieś 35 metrów na sekundę. To szybciej niż piłka bejsbolowa, rzucona przez najlepszego miotacza. Co więcej, kamienie w Dolinie Elah to nie zwykłe kamyki. To kawałki siarczanu baru, z gęstością dwa razy większą od zwykłych kamieni. Analiza balistyczna zdolności rażenia kamieni wyrzucanych z procy Dawida jest mniej więcej równa pociskowi z pistoletu kaliber 45. To naprawdę potężna broń. Z zapisów historycznych wiemy też, że doświadczeni żołnierze potrafili trafić, okaleczyć, a nawet zabić na odległość 180 metrów.

Średniowieczne gobeliny pokazują żołnierzy zabijających ptaki w locie. Byli bardzo celni. Dawid stoi dość blisko Goliata, dzieli ich mniej niż 180 metrów, Kiedy strzela z procy do Goliata, z zamysłem celuje w jego najsłabsze miejsce, z zamysłem celuje w jego najsłabsze miejsce, między oczami. Z historii starożytnych wojen wynika wielokrotnie, że właśnie procarze decydowali o zwycięstwie nad piechotą w różnych rodzajach bitew.

To analiza militarystyczna i balistyczna. Duża porcja syntetycznie podanych ciekawostek. Podana z dbałością o odbiorcę. Mamy na przykład fragment:

Analiza balistyczna zdolności rażenia kamieni wyrzucanych z procy Dawida jest mniej więcej równa pociskowi z pistoletu kaliber 45. To naprawdę potężna broń. Z zapisów historycznych wiemy też, że doświadczeni żołnierze potrafili trafić, okaleczyć, a nawet zabić na odległość 180 metrów.

Dzięki takim porównaniom możemy naprawdę zrozumieć przewagę Dawida. Nowe jeśli nigdy nie strzelaliśmy z procy siarczanem baru, to na pewno czujemy respekt przed kalibrem 45. I Dawid już nie jest głuptasem z dużą dozą brawury. To świadom swojej siły i kompetencji mistrz w zabijaniu na odległość.

Prawdziwą twarz Dawida już znamy. Pora na Goliata. I tu Gladwell raczy nas analizą endokrynologiczną. Okazuje się bowiem, że postaci biblijne też są poddawane diagnozie. Ba! Ostatnio natknąłem się nawet na rozpoznanie medyczne choroby, która nękała Jorah Mormonta z Gry o Tron, czyli szarej łuski (ang. Gray Scale). Ta jednak była tylko hipotetyczna. W przypadku Gladwella badanie jest jak najbardziej serio.

Jest w tym wszystkim jeszcze jedna istotna rzecz. Nie chodzi tylko o to, że nie rozumiemy Dawida i jego doboru broni. Chodzi też o to, że mylnie oceniamy Goliata. On nie jest tym, kim się wydaje. Wiele szczegółów w Biblii z perspektywy trochę zaskakuje i zaprzecza wizerunkowi potężnego wojownika. Na początek Biblia mówi, że Goliat jest prowadzony na dno doliny przez giermka. To dziwne, prawda? Ten wielki wojownik wyzywa Izraelitów do pojedynku jeden na jednego. Dlaczego na pole walki prowadzi go za rękę jakiś młody chłopak? Po drugie Biblia zaznacza, że Goliat wolno się porusza, kolejne zaskoczenie w opisie najpotężniejszego dotąd wojownika. Do tego chodzi dziwna sprawa, że Goliatowi długo zajmuje zauważenie Dawida. Dawid schodzi po zboczu góry i wyraźniej nie szykuje się do walki wręcz. Nie wygląda na takiego, który miałby tak walczyć z Goliatem. Nie ma nawet miecza. Czemu Goliat na to nie reaguje? Zupełnie jakby nie wiedział, co się dzieje. I ten dziwny komentarz pod adresem Dawida: “Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijami?”. Kijami? Dawid ma tylko jeden kij.

Okazuje się, że w społeczności lekarskiej od lat pojawiało się wiele spekulacji na temat tego, czy z Goliatem jest coś zasadniczo nie tak. Próbowano jakoś wyjaśnić wszystkie te jawne anomalie. Napisano na ten temat wiele artykułów. Pierwszy pojawił się w 1960 r. w Indiana Medical Journal, a zaczynał się od szeregu spekulacji, z których pierwsza dotyczy wyjaśnienia wysokiego wzrostu Goliata. Goliat przerastał o głowę swoich współczesnych, a gdy ktoś tak mocno odstaje od normy, jest na to jakieś wyjaśnienie. Najbardziej powszechną formą gigantyzmu jest schorzenie o nazwie akromegalia, powodowane przez niegroźny guz znajdujący się na przysadce mózgowej. Powoduje on nadprodukcję ludzkiego hormonu wzrostu. Wielu najsłynniejszych gigantów w dziejach cierpiało na akromegalię. Najwyższą do tej pory żyjącą osobą był Robert Wadlow, który rósł aż do śmierci w wieku 24 lat, osiągając prawie 2,5 metra wzrostu. Cierpiał na akromegalię. Pamiętacie takiego zapaśnika André the Giant? Był bardzo słynny. Też cierpiał na akromegalię. Są nawet spekulacje, że Abraham Lincoln miał akromegalię. U każdej wyjątkowo wysokiej osoby jest to pierwsze sugerowane wyjaśnienie. Z akromegalią wiążą się bardzo specyficzne skutki uboczne, zwłaszcza dotyczące widzenia. Rosnąc, guz przysadki często uciska nerwy wzrokowe w mózgu, co sprawia, że osoby z akromegalią często widzą podwójnie, albo cierpią na dużą krótkowzroczność.

Gdy zaczęły się spekulacje na temat problemu Goliata, mówiono: “Chwila, on wygląda i brzmi zupełnie jak ktoś, kto ma akromegalię”. To wyjaśniałoby bardzo wiele z jego dziwnego zachowania tamtego dnia. Dlaczego porusza się tak wolno i dlaczego musi być prowadzony na dno doliny przez giermka? Bo sam sobie nie poradzi. Czemu nie zdaje sobie sprawy, że Dawid nie zamierza z nim walczyć, aż do ostatniej chwili? Ponieważ go nie widzi. Kiedy mówi: “Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom”, wyrażenie “zbliż się do mnie” wskazuje na jego słabość. Podejdź, bo cię nie widzę. A potem: Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijami?”. Widzi dwa kije, choć Dawid ma tylko jeden.

Siedzący na górskim grzbiecie Izraelici patrzyli w dół myśląc, że Goliat to nadzwyczaj potężny przeciwnik. Nie rozumieli, że to, co jest źródłem jego pozornej siły, jest też źródłem jego największej słabości.

My też tak myśleliśmy. I też nie rozumieliśmy. Gdy już wiemy, to mamy potężny dług wdzięczności do prelegenta. Bo właśnie dał nam walutę społeczną o dużej wartości. Jesteśmy bogatsi o wiedzę, którą możemy podać dalej. I być dla innych mądrzejsi, atrakcyjniejsi, lepiej poinformowani.

To dają nam dobrzy prelegenci. Ale też dobrzy sprzedawcy – idei i produktów. To robią dobrzy nauczyciele. Przedstawiają i przestawiają nam świat. I jeśli jesteśmy otwarci i chcemy się uczyć, to możemy im tylko dziękować. Gladwell używa we wszyskich swoich prelekcjach i książkach perspektywy evidence-based. Sprawdza metodą naukową jak było. I jak mogło być.

Mam tak samo. I mam kilka pomysłów na wątki w prelekcjach. To dwa przykładowe.

Kazimierz Wielki był wielki. Ale przede wszystkim był strasznym kobieciarzem. Miał trzy żony NA RAZ. A gdyby nie jego kochanka Esterka, nie mielibyśmy się jak chwalić „wielką tolerancją wobec Żydów, która miała nas wyróżniać na tle Europy”.

Elżbieta Batory nie była potworem. Raczej ofiarą fake newsów, które były masowo produkowane przez renesansowych trolli, którym nie w smak było to, że kobieta ma tyle władzy.

Nie wiem, kiedy te wątki rozwinę. Wiem jednak, że ty od Gladwell możesz się uczyć już dziś.

  1. Wykorzystuj schematy „wszystko co wiedzieliście do tej pory to nie do końca prawda”
  2. Utrzymuj uwagę i pobudzaj ciekawość – niech odbiorcy sami dedukują wraz z tobą kim jest bohater i jak ma na imię. Nazywam ten schemat – „tą dziewczyną byłam ja”. Głównie dlatego, że najczęściej na szkoleniach to Panie opowiadają dramatyczne albo wzruszające historie o kobietach i na końcu mogą powiedzieć „tą dziewczyną byłam ja”.
  3. Krusz znane historie i toposy z brązu perspektywą medyczną, balistyczną, filozoficzną czy socjologiczną. Każda historia ma dwie warstwy – formalną (tę znają prawie wszyscy) i tę bulgocącą pod skorupą warstwę motywacji, dynamiki grupowej, polityki, medycyny czy żądzy.
  4. Mów i pisz konkretnie. Niech odbiorcy zobaczą brzozowe zagajniki lub dębowe lasy. A nie po prostu lasy.
  5. Wyjaśniaj i dbaj o odbiorcę. O to by rozumiał. To twój zasrany obowiązek. Możesz mieć frajdę z robienia prezentacji. Ale pamiętaj – prezentacja nie jest o TOBIE. Jest o odbiorcy i dla odbiorcy. A jak musisz karmić i głaskać swoje ego, to znajdź na to inny sposób.
  6. Używaj czasowników, które pokazują twoje zaangażowanie. Jeśli coś jest twoją obsesją to nie bój się tego słowa. Wpuszczaj odbiorcę w świat twoich zmagać. Będzie wdzięczny. W większości. W końcu zawsze możesz mieć na widowni jakiego socjopatę albo sztywnego typa, który woli „profesjonalizm” rozumiany jako międlenie wątłych treściowo zdań typu, „nasz zespół z pasja tworzy dziś lepsze jutro by oferować najwyższe standardy usług klientom i stwarzać im fundamenty dla globalnych sukcesów” z dłońmi złożonymi w dominującą wieżyczkę. Ciebie stać na więcej. I dawaj więcej. To nie twój problem, że niektórzy nie są gotowi na więcej.

Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu, Malcolm Gladwell, Wydawnictwo ZNAK 2019
Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów, Malcolm Gladwell, Wydawnictwo ZNAK 2014
/The unheard story of David on Goliath/, Malcolm Gladwell, TED Salon NY 2013
Davis, Murray S., That’s Interesting: /Towards a Phenomenology of Sociology and a Sociology of Phenomenology/ , Philosophy of the Social Sciences, 1971

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Pokrewne treści

Pokrewne treści

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

19 minut
3755 słów
David, Goliat i Gladwell. Jak odkrywać nieznane w prezentacjach Kocham Malcolma Gladwella. Ale to trudna miłość. Wiele razy mnie zachwycił. Kilka razy podpadł. Na przykład, gdy w książce „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” posłużył się tylko tymi przykładami, które pasowały mu do głównej tezy. Tej o 10 tysiącach godzin ćwiczeń niezbędnych do osiągnięcia mistrzostwa. Błąd konfirmacji i selektywna percepcja. Wybaczam jednak. Po pierwsze dlatego, […]