Pisanki, głosowanie i proaktywna postawa marketingowa

Ostatnio zagłosowałem na pisankę, w konkursie zorganizowanym w centrum handlowym Riviera. Czy chciałem? Nie do…

609 słów
3 minuty
proaktywna postawa marketingowa
609 słów
3 minuty

Przed Tobą

609 słów
Ich czytanie zajmie Ci około
3 minuty
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Poznasz pewnę dziewczynkę, która zachęciła autora do zagłosowania, była autentyczna i szczera
  • Dowiesz się jak dzięki prostocie jej komunikat był prosty, ale skuteczny.
  • Odkryjesz jak proaktywność pomaga w marketingu
  • Odkryjesz znaczenie motywacj
  • Zobaczysz że dziewczynka okazała się empatyczną i życzliwą osobą o naturalnym darze do nawiązywania relacji z ludźmi.

Ostatnio zagłosowałem na pisankę, w konkursie zorganizowanym w centrum handlowym Riviera. Czy chciałem? Nie do końca – pierwsza próba zachęcenia mnie do tego przez zwiędłą i znudzoną, jak Grycanka na prelekcji w CERN hostessę, skończyła się moim odfuknięciem i pozawerbalnymi sygnałami wskazującymi na to, że śpieszę się jak celebryta na otwarcie warzywniaka. Czy zagłosowałem na najpiękniejszą? Nie wiem, chociaż przypuszczam, że niekoniecznie. Moje przypuszczenie graniczy niemal z pewnością, gdy przypomnę sobie jajo wielkości Pudziana oblepione kolorowym papierem i świecidełkami i złotem, jak nowe ruskie elity na wycieczce do Hurghady. Nie nie chciałem zagłosować. Nie pisanka nie była najpiękniejsza. Nie stała w przejściu, za głosowanie nie było nagród, ani nawet buziaków. To czemu zagłosowałem na tę? Bo dzieciaki, które z mozołem pokryły tę pisankę dekoracjami, od których krwawiłyby oczy każdego średnio ogarniętego estety, miały w swojej drużynie mądrego, świadomego i szczerego marketingowca. Nie, nie był to nikt z agencji kreatywnej Oglivy… Nie był to otrzaskany w bojach czaruś o ego wielkości Mount Everestu. To była może dziewięcioletnia dziewczynka, która z naturalnym wdziękiem (nie mylić z psychotycznym mizdrzeniem) podeszła do mnie i powiedziała, „Proszę Pana, proszę zagłosować na naszą pisankę, która stoi tam i jest oznaczona numerem 13”. Zapytałem jak mam to zrobić. Wskazując na plączące się w tłumie hostessy powiedziała, że wystarczy wziąć od nich kupon i wrzucić do skrzynki koło pisanki. Co więcej, podeszła ze mną, zadbała, żebym kupon wziął i z uśmiechem podprowadziła mnie na miejsce. Może podejrzewała, że ucieknę w popłochu taranując tłumy zakupoholików po drodze. A może po prostu miała naturalny dar.

Dlaczego tak się jaram tym, że dziewczynka przekonała mnie, starego cynicznego wygę do zrobienia czegoś, na co niekoniecznie miałem ochotę? Dlaczego tak podkreślam, że pisanka nie była wielkiej urody i naprawdę były tam piękniejsze okazy? Bo ta dziewczynka zrobiła coś o czym wielu marketingowców zapomina. Była proaktywna, szczera i w prostych słowach dała mi instrukcje, tłumacząc co ma robić. Czy stosowała sztuczki? Nie, nie używała przymiotników, nie przekonywała z entuzjazmem, że jej innowacyjną pisankę przygotował zespół dziewięciolatków z pasją, któremu przyświecała kreatywna misja zbawienia świata. Dała jasny czytelny komunikat, bez marketingowego bełkotu. Oczywiście, była przy tym miła, grzeczna i naturalna. Ale przede wszystkim szczera. Chciała, żeby zagłosował i mi o tym powiedziała.

Każdy mógł zrobić, to co ona. Ale nikt poza nią nie wpadł na to. Czasem wystarczy po prostu powiedzieć. Powiedzieć, co Twój potencjalny klient ma zrobić, co możesz, albo wręcz czego nie możesz mu dać w zamian, niż szastać przymiotnikami i zgrabnymi frazami, jak Coehlo mądrościami. Podejdź (można też podejść w sieci… nie trzeba dosłownie gonić wszystkich potencjalnych klientów), powiedz co chcesz, żeby się stało, powiedz, jak to się ma stać i dopilnuj, by to się stało. Aha, jeszcze jedno – zawsze wspominam, że ludzie lepiej identyfikują się z ludźmi, którzy wiedzą czego chcą i znają odpowiedź na swoje pytanie DLACZEGO. Ona nie musiała mi wyjaśniać, jaką ma motywację. Widziałem, że chce wygrać… I mam nadzieję, że wygrała. To się nazywa proaktywna postawa marketingowa.

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pokrewne treści

Pokrewne treści

  • Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś swoimi nawykami. Twoje nawyki są częścią Ciebie — a to kluczowa różnica. Nie jesteś na zawsze uwikłan_ w nawyki, które zdają się budować twoją obecną tożsamość. Możesz mieć nawyk odwlekania na potem ważnych zadań, ale to nie znaczy, że jesteś prokrastynatorem. Możesz mieć nawyk odpalania Netflixa po całym dniu…

  • Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Moja przyjaciółka pojechała kiedyś na kilkudniowe spotkanie z jednym z wietnamskich mistrzów ZEN. Wiedziona ciekawością, chciała zobaczyć jak techniki uważności, medytacji i wschodniej tradycji buddyjskiej, mogą wzbogacić jej praktykę terapeutyczną, a także nią samą.Gdy wróciła, ja z ciekawością wypytywałem ją o szczegóły. Z wszystkich, którymi się ze mną podzieliła, najlepiej…

  • Dlaczego tak trudno zawrócić?

    Dlaczego tak trudno zawrócić?

    O dwóch kuzynach z rodziny złych decyzji Kiedy 22 tysiące ludzi ginie przez upartego Francuza Efekt utopionych kosztów to taki cudny błąd poznawczy, którym ekonomia behawioralna może spokojnie skopać tyłek ekonomii tradycyjnej. Ta tradycyjna z pełną powagą zdaje się mówić, że „tylko teraźniejsze oraz przyszłe zyski i koszty powinny mieć…

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

3 minuty
609 słów
Pisanki, głosowanie i proaktywna postawa marketingowa Ostatnio zagłosowałem na pisankę, w konkursie zorganizowanym w centrum handlowym Riviera. Czy chciałem? Nie do końca – pierwsza próba zachęcenia mnie do tego przez zwiędłą i znudzoną, jak Grycanka na prelekcji w CERN hostessę, skończyła się moim odfuknięciem i pozawerbalnymi sygnałami wskazującymi na to, że śpieszę się jak celebryta na otwarcie warzywniaka. Czy zagłosowałem na […]