Prokrastynuję bo czuję. Jak emocje wpływają na irracjonalne odsuwanie zadań w czasie.

Lubię odkrywać nowe prawdy o sobie. Ostatnio złapałem się na ciekawym mechanizmie. Czasem irracjonalnie przeciągam…

912 słów
5 minut
912 słów
5 minut

Przed Tobą

912 słów
Ich czytanie zajmie Ci około
5 minut
Jeśli zdecydujesz się powiedzieć tak temu tekstowi, dowiesz się:

  • Zanalizuję mechanizm prokastynacji
  • Poznasz emocję jako kluczowy czynnik odkładania
  • Zobaczysz jak prokrastynacja staje się nawykiem, który jest wzmocniony przez nagrodę w postaci chwilowego poczucia spokoju
  • Przedstawię Ci strategie radzenia sobie z odkładaniem zadań
  • Zachęcę Cię aby pracować nad nawykami aby odnieść sukces

Lubię odkrywać nowe prawdy o sobie. Ostatnio złapałem się na ciekawym mechanizmie. Czasem irracjonalnie przeciągam w czasie planowanie i wyznaczanie konkretnych dat szkoleń dla klientów.

To niedorzeczne. Przecież to nic trudnego. Klient pyta o możliwe terminy. Mogę je bez trudu znaleźć w kalendarzu i odesłać uporządkowaną listę. I czekać na potwierdzenie. Z jakiegoś jednak powodu czasem nie robię tego od razu. Odraczam. Czasem nawet piszę, że pełny obraz będę mieć niebawem i wtedy prześlę terminy.

To znaczy, że nie tylko irracjonalnie odraczam, ale to odraczanie jeszcze racjonalizuję. Redukując przy tym dysonans poznawczy. Muszę przecież jakoś pogodzić tożsamość osoby solidnej z ewidentnie niesolidny zachowaniem.

Dziś już domyślam się, z czego to może wynikać. Prokrastynuję tak, tylko gdy jestem zmęczony i przeciążony. W takim stanie myśl o planowaniu i zapełnianiu kalendarza w przyszłości, nie budzi ekscytacji. Sprawia, że zaczynam – irracjonalnie – antycypować zmęczenia w przyszłości. Zadanie planowania wiąże się nieprzyjemnymi emocjami. Odsuwam je więc w najprostszy sposób – robiąc coś, co wiąże się z emocjami przyjemnymi.

I nie ma tu znaczenia sam typ szkolenia czy klient. Te niezmiennie wywołują radość i ciekawość. Ponurą emocję mój mózg wiąże tylko z czynnością planowania i konkretnego deklarowania.

Podobnie jest zresztą, gdy muszę z czegoś zrezygnować, odmówić czy napisać przykrą wiadomość z inną niewygodną prawdą. Te maile także odkładam. Podobnie jak wizytę u lekarza.

Prokrastynuję, bo czuję nieprzyjemne emocje. Uwierają jak niewygodny but. Więc czym prędzej chcę się ich pozbyć. Wybieram jednak często strategię idiotyczną. Zamiast „zjeść żabę”, odkładam ją na deser. Z pełną przecież świadomością, że z czasem nie stanie się pyszniejsza. Raczej bardziej obślizgła i trudna do przełknięcia.

To nie zdarza się zawsze. Tylko wtedy, gdy jestem zmęczony i przeciążony. Gdy mam przekonanie, że mój kalendarz to mój wróg. Gdy jestem wypoczęty i optymistycznie patrzę na wyzwania, nie prokrastynuję planowania. Sprawia mi wręcz przyjemność. Bo w takich momentach, nie wiąże się z żadną przykrą emocją, której trzeba się pozbyć jak moli z szafy.

Prokrastynacja to irracjonalne odkładanie w czasie spraw ważnych i pilnych. Irracjonalne, bo gdzieś tam wiesz, że prędzej czy później trzeba się będzie z zadaniem zmierzyć. Wybierasz jednak później, nawet gdy nie ma to najmniejszego sensu. I z czasem wyrabiasz nawyk prokrastynowania.

Prokrastynacja to nie lenistwo. Nie gnuśność kanapowego ziemniaka. To także nie wyraz niezwykle słabej „silnej” woli. To wreszcie nie immanentna cecha i stempel w twoim osobistym dowodzie tożsamości. To nawyk, który jak każdy nawyk tworzy się w określonych warunkach.

Na początku jest bodziec. Środowisko, które wywołuje określony stan lub emocję. W moim przypadku, to mail z zapytaniem o terminy. Gdy jestem zmęczony, to zapytanie rodzi emocję. Nieprzyjemną – jak już wiesz. Z nieprzyjemną emocją lub stanem chcesz sobie poradzić. Sięgasz więc po rozwiązania i działasz – to twoja reakcja na emocję wywołaną przez bodziec.

W moim przypadku ta reakcja jest prosta – wystarczy mail przełożyć „na jutro”. Prosty przycisk „snooze until” w Gmailu i po sprawie. Nie ma bodźca, emocja zanika. Pojawia się (złudny) spokój – nagroda. Ta nagroda jest chwilowa, ale działa tu i teraz. Nie trzeba na nią czekać, jak na wypłatę.

Bodziec, emocja, reakcja i nagroda. Cztery składowe każdego nawyku. W tym przypadku nawyku prokrastynacji. Bodziec i emocja to faza problemu. Reakcja i nagroda to faza rozwiązania. Warto je rozpoznać, nazwać i zrozumieć. Oczywiście jeśli chcesz nad nawykiem pracować.

Na początku jest świadomość. Warto się zmierzyć z prawdą o sobie. A potem działać. Metodycznie.

Możesz usunąć bodziec, który wywołuje reakcje. W moim jednak przypadku wydaje się to po prostu głupie. Możesz popracować nad emocją. Zrozumieć ją, nazwać i przepracować. To akurat w moim przypadku strategia całkiem sensowna. Możesz wreszcie zmienić reakcję. Utrudnić sobie niepożądaną. Ułatwić tę, którą chcesz wdrożyć.

W moim przypadku oznaczałoby to usunięcie funkcji snooze until lub ułatwienie procesu odpowiadania i planowania terminów.

Możesz wreszcie obrzydzić sobie nagrodę. Lub nagrodzić się za pożądaną reakcję. W moim przypadku raczej to drugie rozwiązanie wchodzi w grę. Zwłaszcza, że spokój związany z odpowiedzią na maila jest większy niż ten związany z odsunięciem w czasie odpowiedzi.

Strategia, którą przyjmiesz to twoim wybór. Autonomiczny.

Możesz też swoją reakcję zaprogramować jak proces. Warunkując metodą IFTTT (if this than that). Jeśli dostanę mail z zapytaniem o terminy, to od razu spojrzę do kalendarza otwartego na stałe w skrzynce Gmail i odpowiem pełną listą wolnych terminów.

Takie warunkowanie może też dotyczyć czasu, miejsca i kontekstu. I też powinno być zaprojektowane przez ciebie. Świadomie i autonomicznie.

I zgodnie z twoją tożsamością. Bo nawyki zgodne z naszym myśleniem o sobie wdraża się łatwiej. Ja nie lubię myśleć o sobie, jako o prokrastynatorze. Nie jest to częścią mojej „marki”. Nie jest składową mojej tożsamości. Wybieram więc nawyk i pracuję nad nim.

Ty też możesz. Powodzenia!


James Clear, Atomowe nawyki. Drobne zmiany, niezwykłe efekty, Wydawnictwo: Galaktyka, 2019.

Komentarze

Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi w komentarzach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pokrewne treści

Pokrewne treści

  • Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiota. Czyli jak odzyskać skupienie przez eliminację?

    Jestem idiotą. Nie dlatego, że zrobiłem coś źle. Raczej dlatego, że zbyt długo podejmowałem się wszystkiego, co los i inni ludzie mi proponowali. Mówiłem „tak” projektom, realizacjom, artykułom i prośbom o komentarze eksperckie. Zapisywałem się na kolejne kursy. Kupowałem kolejne książki. Planowałem kolejne projekty. A wszystko to prowadziło donikąd, bo…

  • Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś sumą swoich nawyków

    Nie jesteś swoimi nawykami. Twoje nawyki są częścią Ciebie — a to kluczowa różnica. Nie jesteś na zawsze uwikłan_ w nawyki, które zdają się budować twoją obecną tożsamość. Możesz mieć nawyk odwlekania na potem ważnych zadań, ale to nie znaczy, że jesteś prokrastynatorem. Możesz mieć nawyk odpalania Netflixa po całym dniu…

  • Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Czy mistrz ZEN korzysta z Internetu?

    Moja przyjaciółka pojechała kiedyś na kilkudniowe spotkanie z jednym z wietnamskich mistrzów ZEN. Wiedziona ciekawością, chciała zobaczyć jak techniki uważności, medytacji i wschodniej tradycji buddyjskiej, mogą wzbogacić jej praktykę terapeutyczną, a także nią samą.Gdy wróciła, ja z ciekawością wypytywałem ją o szczegóły. Z wszystkich, którymi się ze mną podzieliła, najlepiej…

Książki, które do tej pory napisałem, by podzielić się wiedzą i praktykami

Napisałem 8 książek – w tym nagrodzony bestseller „Sapiens na zakupach”. Oraz anglojęzyczny „Life’s a pitch”. Każdą książkę piszę, by przekazać wiedzę, ale także, by sam się czegoś nauczyć. Każda książka to dla mnie przygoda i wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że dla ciebie będzie przede wszystkim tym pierwszym.

5 minut
912 słów
Prokrastynuję bo czuję. Jak emocje wpływają na irracjonalne odsuwanie zadań w czasie. Lubię odkrywać nowe prawdy o sobie. Ostatnio złapałem się na ciekawym mechanizmie. Czasem irracjonalnie przeciągam w czasie planowanie i wyznaczanie konkretnych dat szkoleń dla klientów. To niedorzeczne. Przecież to nic trudnego. Klient pyta o możliwe terminy. Mogę je bez trudu znaleźć w kalendarzu i odesłać uporządkowaną listę. I czekać na potwierdzenie. Z jakiegoś jednak powodu czasem […]