Wszyscy jesteśmy homofobami

Opublikowano Kategorie LifestyleTagi ,

Alan Turing popełnił samobójstwo. Matematyk, którego prace nad rozszyfrowaniem Enigmy ocaliły tysiące ludzkich istnień i dzięki któremu aliantom udało się znacznie szybciej zakończyć II Wojnę Światową, popełnił samobójstwo. Zabił się po tym, jak osądzono go za bycie homoseksualistą i w mocy prawa dano mu wybór – więzienie albo chemiczna kastracja. Wybrał kastrację chemiczną. Potem wybrał cyjanek. Dominik wybrał sznurówki. 

Nie wiem, kim Dominik mógłby być. Nie wiem, czy jako lekarz uratowałby setki istnień. Nie wiem, czy jako prawnik broniłby uciśnionych. Nawet nie wiem, czy jako pracownik sieci fastfood zapytałby „zestaw normalny, czy powiększony”. Nie wiem. Nie znałem go. Ale teraz Dominika poznała cała Polska. I znów się podzieliła. Podobnie jak wiele razy w historii. Na tych dobrych i na tych złych. I o ile linia podziału przebiega tak samo, tak samą przynależność do grupy dobrych, czy złych warunkujemy naszymi poglądami, racjami i wiarą. Ja chcę myśleć, że jestem dobry. Ale chcę być też radykalnie szczery. I bywam zły. Tak jak my wszyscy. Bo wszyscy jesteśmy Chrystusami i wszyscy jesteśmy homofobami.

W USA też nie dzieje się dobrze. Polska nie jest jakąś homofobiczną wyspą. Ale to niczego nie usprawiedliwia. W USA po samobójstwach nastolatków, jakże w swym scenariuszu brutalnie podobnych to samobójstwa Dominika, celebryci, aktorzy, politycy włączyli się w akcję It Gets Better. Przekonywali w niej, że potem jest już lepiej. Potem – jak już przejdziesz przez piekło gimnazjum, prześladowań. Potem jak już wyjedziesz do większego miasta, gdzie trochę łatwiej znaleźć ludzi, którzy są podobni. Potem, kiedy już nie będziesz zupełnie sam. Potem, kiedy nawet jeśli nauczycielka historii będzie nawoływała do „zrobienia porządku z pedałami”, będziesz mógł się wyżalić, może upić z przyjaciółmi. I będziesz mógł nosić rurki. W Polsce nie ma tak do końca potem.

Nie ma też specjalnie radykalnego i mądrego głosu, który pokazywałby co z tym zrobić. Ani prezydent elekt, ani minister edukacji, ani też większość celebrytów czy aktorów tkwi w swojej lifestyle’owej narracji. Widać też głosy oburzenia, widać slacktywizm. I widać, że ci, którzy siebie obsadzili w roli tych dobrych, czują się dobrze. Ale tu nie ma dobrych i złych. Jesteśmy my wszyscy. Wszyscy jesteśmy homofobami. Geje też. Bo z obawy sami stosujemy we własnym środowisku kategoryzacje na te „przegięte cioty” i „fajnych (czyt. męskich) gejów”. Z obawy przed choćby śladem „kobiecości” często traktujemy gorzej nawet tych „pasywnych”. Też jestem ten zły. Nie dręczyłem, ale… myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem bywałem homofobem. Bo komentowałem. Z ręką na sercu – przepraszam.

Uderz się w pierś. I pomyśl. Czy nigdy, ale to przenigdy nie wypowiedziałeś złego słowa przeciwko komuś? Pamiętam jak jakiś czas temu Kamil aka Ekskluzywny Menel przyznał się, że przed samobójstwem ocalił go Chrystus. I się zaczęło. Wyzywanie. Komentowanie. Wiem z doświadczenia, że co prawda słowo „pedał” boli bardziej niż „katol”, ale cel jest zawsze ten sam. Pokazać, że jest się lepszym od katola lub lepszym od pedała. Słowo dziwka też rani. I suka też. Szczególnie jeśli dotyczy kobiety zgwałconej przez ratowników medycznych, którzy chroniąc swój własny obraz mówią „sama się prosiła”. Wielu oprawców Dominika też konstatuje, że „był słaby”. Wiktymizacja ofiary to straszna rzecz. To jak gwałt przeżyty od nowa. Modlę się tylko, żeby mama Dominika była silna. Bo nie wyobrażam sobie co może czuć czytając tę narrację w sieci. Narrację, która znów dzieli.

Tak – było Jedwabne. Tak – patrzyliśmy jak krwawi getto warszawskie. Tak – był pogrom Kielecki. Tak – zabiliśmy Dominika. Nie jestem zwolennikiem ciągłego posypywania głów popiołem. Ale jestem zwolennikiem radykalnej szczerości. I nie myślenia o sobie ciągle w kategorii błędu atrybucji – jestem lepszy, bo. Ludzie to bestie. Nietzsche kazał nam dążyć do ubermenscha i zasypywać przepaść między człowiekiem a bogiem. Albo Bogiem. Ale żeby to zrobić trzeba być radykalnie szczerym i nie stawiać znów murów, tylko myśleć co z tym zrobić. Bo samo oburzanie się i wklejanie komentarzy nic nie da. Ten wpis też nic nie da. Działanie coś da.

Ostatnio podczas zajęć z licealistami, omawiając jakiś tam temat z komunikacji, zaprezentowałem zdjęcie znanego Instagramera i zapytałem „co z tym zdjęciem jest nie tak”. Z tylnich rzędów odezwał się rechot i głos „pedał”. Nauczycielki obecne na sali były skonsternowane. A ja spokojnym głosem poprosiłem, żeby ten młody człowiek się zastanowił, czy „jeśli jego życie będzie ratował pedał to odmówi, czy jeśli w sądzie będzie go bronić pedał, to odmówi, czy jeśli prace dostanie w firmie zarządzanej przez pedała, to będzie wolał być bezrobotny i czy wreszcie jeśli jego mama lub siostra będą mogłby przeżyć dzięki nerce od pedała to też odmówi”. Na koniec zajęć podszedł i przeprosił. Porozmawialiśmy. Ja byłem nieco wzburzony, ale to była dobra rozmowa.

Czy się bałem – jasne, że się bałem. Pedał zawsze się trochę boi. Kobieta biegająca po lesie sama też się zawsze boi. Katolik w Syrii też się boi. Każdy z nas może się znaleźć w sytuacji, w której będzie się bać. Może paść na każdego. Naprawdę.

Podczas ostatniej konferencji medycznej konferansjerem był znany celebryta. Do zgromadzonych na sali lekarzy zakaźników, którzy zajmują się HIV/AIDS rzucił żart, – wbrew temu, co mówią tabloidy, nie jestem gejem, więc nie będę państwa pacjentem. Miało być zabawnie. Nie było. Bo choć nie sądzę, żeby on sam czuł się homofobem, to ten rodzaj stygmatyzacji jest okrutny. Na HIV/AIDS chorują też hetero. I też katolicy. I też sportowcy. Magic Johnson na przykład. Wszyscy jesteśmy homofobami. Kiedy się nie sprzeciwiasz, kiedy chowasz głowę, kiedy nie zauważasz, jesteś homofobem. Nawet jeśli teraz masz na profilówce tęczę. Na Facebooku nie uratujesz świata. Możesz się najwyżej określić i poczuć dobrze, że jesteś po jakiejś stronie. Bo pewnie czujesz, że po dobrej.

Praca od podstaw musi być jakoś uregulowana. Działać w jakichś ramach prawnych, które nie są martwymi zapisami. Praca u podstaw musi działać w ramach, w których prokuratura nie umarza śledztwa w sprawie utworu (sic!) muzycznego, w którym nawołuje się do mordowania gejów. Praca u podstaw potrzebuje też ambasadorów. Więc proszę – stań się ambasadorem fajnych relacji z drugim człowiekiem. Stanie się ambasadorem zrozumienia. Im większy masz zasięg tym lepiej. Dlatego proszę prezydenta, panią premier i wszystkich świętych, blogerki, szafiarki i szafiarzy. Mówcie i tłumaczcie. Spokojnie. I nie plujcie na siebie nawzajem. Bo od tego plucia świat nie robi się lepszy. Od jatki i medialnej pornografizacji nieszczęścia nie staje się lepszy i bardziej tęczowy ani bardziej polski. Dominikowi już nie pomożemy. A mogliśmy. Mogła mu pomóc nauczycielka. Mogła mu pomóc przyjaciółka. Wszyscy mogliśmy. Ale takich chłopaków i dziewcząt jest więcej. Wyzywanych i dręczonych nie tylko z powodu orientacji czy wyglądu. Także z powodu statusu społecznego. Słowo „pedał” jest najpopularniejszą obelgą w polskich szkołach. Szybko to się nie zmieni. Ale mam nadzieję, że młodzi, którzy są narażeni na tą przemoc słowną nabiorą przekonania, że potem jest lepiej. It gets better.

W Dogville jest taka seria scen, w której bohaterka patrzy jak giną jej oprawcy. Zemsta jest totalną dla niej rozkoszą. Dla widzów też. To naturalne. Zawsze lubiłem tę scenę, bo naturalnie ulegam takiemu schematowi poznawczemu – należało się im. Ale nie idźmy drogą zemsty. Bo wiem, że teraz najfajniej byłoby zafundować tym oprawcom marsz wstydu. Najfajniej może byłoby wyzywać ich i może nawet mordować na oczach ich rodziców, żeby poczuli to samo co poczuła mama Dominika. Może zgwałcić ich. Może palić ich domostwa. Ale to nie stary testament. Mamy już nowy. Ogarnijmy się. I przewalczmy wolę zemsty.

Nie wiem, czy Dominik jest w niebie. Nie wiem, czy jest niebo. Może jest z Bogiem, może z Allahem albo z Jahwe. Może odrodzi się w innym wcieleniu. Może jest w niebycie. Bez względu na to gdzie jest, wybrał to miejsce bo nie mógł znieść tego, w którym żył. Nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że my nic nie zrobiliśmy.

 

Jedno przemyślenie nt. „Wszyscy jesteśmy homofobami”

Możliwość komentowania jest wyłączona.