Więcej „Ty”, mniej „Ja”. Jak nie zmieniać każdej rozmowy w folder reklamowy

Opublikowano Kategorie LifestyleTagi , , , ,

Czy chcesz, żebym do Ciebie zadzwonił? To pytanie zadałem mojej przyjaciółce. Domyślałem się, że przechodzi trudniejsze chwile. Ale nie miałem 100% pewności, że ona chce o tym rozmawiać. Nie miałem też pewności, że chce, żebym pchał się ze swoją troską i chęcią pomagania. A dopóki tej pewności nie mam, nie rzucam się z workiem dobrych rad i opinii.

„Our help is usually not very helpful. Our help is often toxic. And help is the sunny side of control. Stop helping so much. Don’t get your help and goodness all over everybody.”

Anne Lamott 12 Things I Learned from Life & Writing (www.ted.com)

Czy chcesz, żebym do Ciebie zadzwonił? Tak brzmiało pytanie. Choć w pierwszej chwili chciałem po prostu powiedzieć, Chcę do Ciebie zadzwonić. Ja chcę. Złapałem jednak tę myśl i postawiłem na koniec kolejki. Jak kogoś kto bezpardonowo zawsze wpycha się w kolejce i sprytnie kombinuje, jak być pierwszym przy kasie. Bo uznałem, że w tej sytuacji ważniejsze są potrzeby drugiego człowieka (tak, moja przyjaciółka jest człowiekiem). Ważniejsze niż to co ja chcę.

Więcej Ty, mniej Ja.

Czy chcesz, żebym ci powiedział, gdzie zrobiłeś błąd w tekście? To pytanie zadał mi kiedyś prywatnie czytelnik mojego bloga. W mailu. Dyskretnie. Bo chciał wiedzieć, czy ja chcę. Zanim błąd wskazał. Byłem zaskoczony. Bo o wiele częściej ludzie bez pytania publicznie wskazują błąd. Nierzadko z poczuciem triumfu. To dla nich szansa na pokazanie siebie. Mojemu czytelnikowi chodziło o mnie. A w zasadzie o to, żeby moje treści były lepsze. Komentującym częściej chodzi o siebie i triumfalny okrzyk To ja! Zauważ mnie! Tu jestem!

Jasne – nie wszyscy i nie zawsze. Jednak lektura komentarzy pod postami publicznymi i systemowa obserwacja i analiza pokazuje pewien schemat. Komentujemy często by opowiedzieć o sobie. Treść posta jest tylko pretekstem. Traktujemy ją jak glebę z obornikiem, na której wyrosną kwiaty naszych opinii. Co ciekawe traktujemy tę glebę jak terra nullius. Ziemię nieczyją, na której spiesznie wysiewamy bez pytania o zgodę.

Załóżmy taki oto hipotetyczny scenariusz.

Ktoś pisze o tym, że gotuje zupę pomidorową. To jego lub jej pierwsza zupa. Duma rozpiera. Serce rośnie. Pojawiają się komentarze. Gratulacje, zachwyty, wzmocnienia. I nagle bach:

Jak pomidorowa, to tylko u mojej mamy. Sorry, ale taka prawda.

Pomidorowa – no spoko, ale ogórkowa i tak lepsza.

Nie chcę psuć zabawy, ale takie afiszowanie się – gotowanie i jedzenie zupy w sytuacji, gdy miliony ludzi umiera z głodu, to chyba przesada. Nie pomyślałeś/aś o tym?

No tak! Na zupę jest czas, ale żeby znaleźć czas i iść na protest to już nie!

A fe! Zupa na mięsnym wywarze! Czy ty nie wiesz, że białko zwierzęce zaburza metabolizm komórkowy? Radzę sobie poszuka w internecie i poczytać.

Zupa? No bez przesady. Tego się już nie jada.

Fajna ta zupa. Ja bym jeszcze dodała trochę oregano i podała w jaśniejszej zastawie. No i skontrastowała z jakąś fajną serwetką taką. Byle naturalne włókna!

Ja ostatnio oglądałam/em taki dokument i tam mówili, że zupa powoduje raka!

I tak dalej…

To post hipotetyczny. Komentarze wymyślone. Celowo. By pokazać, w jakim kierunku potrafią czasem zdążać komentarze i opinie. Dlatego ja najczęściej nie komentuję. I pytam sam siebie – po co chcesz to naprawdę powiedzieć?

Jeśli szczera odpowiedź brzmi – bo chcę pokazać, że coś wiem lub (gorzej), że mam tylko opinię, to krępuję sobie paluszki trytkami i czekam aż mi przejdzie. A gdy odpowiedź brzmi – bo chcę zadać pytanie, pogłębić wiedzę i zrozumieć drugiego człowieka lepiej, to po prostu pytam. Czasem prywatnie.

Więcej Ty, mniej Ja.

Ludzie lubią mówić o sobie. Codziennie 30-40% naszych narracji to opowieści o nas samych. W mediach społecznościowych ten odsetek wzrasta do 80%¹. Nic dziwnego – narracje, których bohaterem jestem JA dają korzyści. Po pierwsze pozwalają nam poukładać sobie siebie w głowie. Uporządkować swój świat. Uporządkować zdarzenia. Po drugie gadanie o sobie daje nam bonus neurologiczny. Łechce te same regiony co dobry seks czy kokaina. Wlewa w żyły koktail serotoniny i dopaminy². Kto by mnie skorzystał?

No właśnie. Może ktoś kogo bardziej interesuje się drugim człowiekiem? Ktoś kto nie traktuje wyznania Boli mnie głowa jako szansy na wykrzyknięcie O matko, a jak mnie wczoraj bolała! Ktoś kto nie wykorzysta posta z historią o adopcji kota bez jednej łapy jako szansy do upomnienia, że ktoś robi to tylko dla reklamy i na dodatek epatuje brakiem łapy kota³!

Mniej Ja, więcej Ty.

To wbrew biologicznym i ewolucyjnym popędom. To wbrew naturalnej chęci wyrażania siebie i zostawiania wszędzie swoich opinii. To wbrew wreszcie chęci „pomagania”, które to „pomaganie” to po prostu kontrola w ładnym przebraniu.

Życzę sobie na nowy czas większej uważności i skupienia na drugim człowieku. Więcej Ty, mniej Ja. Nie zrezygnuję z opisywania swoich doświadczeń czy obserwacji. Jednak zanim właduję się ze swoim komentarzem w czyjąś przestrzeń – zapytam, czy tego chce. To samo zrobię, gdy zauważę błąd. Albo będę chciał pomóc.

Tego sobie życzę. Ale wiem, że życzenia to za mało. Więc po prostu zmienię nawyk. I zamiast komentować by przekręcić reflektor punktowy na siebie, z ciekawością dowiem się więcej o Tobie.


Komentarze to też najczęściej opinie. A opinia jest jak genitalia. To, że je masz nie oznacza, że musisz przy każdej okazji je pokazywać. Choć to nic trudnego. Zwłaszcza, że opinia sama w sobie zazwyczaj nie wymaga wielkiego wysiłku. O wiele mniej niż zweryfikowana i potwierdzona opinia, która przepoczwarza się w wiedzę lub fakt.

¹ Mor Naaman, Jeffrey Boase, Chih-Hui Lai, Is it Really About Me? Message Content in Social Awareness Streams, Rutgers University, School of Communication and Information 4 Huntington St., New Brunswick, NJ 08901, USA

² Tamir D., Disclosing information about the self is intrinsically rewarding

³ To autentyk. Komentarz o podobnej treści pojawił się pod postem Janiny Bąk, która pokazała adoptowanego kota.

⁴ Help is the Sunny Side of Control – to myśl z wystąpienia Anne Lamott. Znajduje potwierdzenie w badaniach. Bardzo często pomagając narzucamy swoja wizję. I mówimy, ja tylko chcę pomóc.