Sushi, pień mózgu i dobre prezentacje

Opublikowano Kategorie Bez kategorii

Kocham sushi tak samo mocno jak Michał Wiśniewski swoje kolejne żony. Za każdym razem jak je widzę (sushi – nie żony), to się ślinię jak pies Pawłowa na dźwięk dzwonka. I za każdym razem przekonuję się, że to jedna z niewielu potraw, która smakuje równie dobrze jak wygląda. Co ma jednak sushi wspólnego z dobrymi prezentacjami? Otoż wiele. To jak mój mózg reaguje na obrazy przedstawiające sushi jest pewną uroczą pozostałością ewolucyjną w postaci układu limbicznego odpowiedzialnego za odczuwanie przyjemności. Jedzenie jako jeden z podstawowych czynników gwarantujących przeżycie w polu percepcyjnym jest wychwytywane jako bodzieć tak samo szybko jak atrakcyjni ludzie, z którymi nasz mózg się chce rozmnażać (nawet jeśli my chcemy tylko poflirtować). Jedzenie świetnie więc ogniskuje naszą uwagę.

Ale jak to się ma do prezentacji? No cóż – kwestia koncentrowania uwagi słuchaczy jest na pewno interesująca dla każdej osoby, która chce coś przekazać. Czy jednak to oznacza, że mamy epatować jedzeniem z każdego możliwego slajdu? Nie – ale możemy nawiązywać w symboliczny sposób do pewnych smaków i doznań kształtami, formami i kolorami. Na pewno będzie się opłacało. Podobnie zresztą wygląda to w przypadku atrakcyjnych ludzi, ale o tym kiedy indziej.

A teraz specjalnie dla Was najładniejsze sushi zeszłego roku… Enjoy!