KONTEKSTY GŁUPCZE, KONTEKSTY

Opublikowano Kategorie Bez kategorii

Dlaczego znajomość kontekstów przyda się każdemu, kto chce ferować wyroki o sztuce? Bo sztuka to subtelna gra, w której parafrazując bardziej znanych od Piotra „dragon balla” Buckiego, wszystko jest wszystkim. Na grę, w której żonglujemy kontekstami kulturowymi mieszając Holbeina z Rihaną załapią się jednak tylko ci, którzy wiedzą, że co prawda wszystko jest remiksem, ale ten remiks nie bierze się z nikąd. Bierze się z bogactwa znaczeń, symboli, kontekstów i tego co nazywam zbiorczo kulturą zachodnio-chrześcijańską.

I tu najczęściej napotykam problem – bezbrzeżnie nieczułe w swej ignorancji masy w mediach społecznościowych klikają i klikają „like it” niemiłosiernie obniżając poziom debaty o sztuce. Bo klikają na to co im podpowiada pień mózgu – na koty, jedzenie i gołe torsy, naswywając te ostatnie zjawiskowymi dziełami sztuki. Tymczasem klikają na papkę, która ma tyle wspólnego ze sztuką, co cheeseburger z kaszanką Boudin noir. To pedalski macdonald, który zaistniał tylko dlatego, że dzięki internetowi dokonał się ostatni rozdział koszmarnego marszu mas (który opisał Jose Ortega y Gasset) ku dystrybucji swego bezguścia i bezrozumu. Nie zrozumcie mnie źle – nie ma w tym eugeniki, czy nazistowskiego poszukiwania rasy nadludzi. Jest czysta kontemplacja rzeczywistości, w której masy najczęściej wygrywają, bo autowalidują swe poglądy przekonaniem, że skoro jest ich więcej to mają rację. Swoją rację masy udowodnił nieraz niszcząc to elity w carskiej Rosji, to wysadzając w powietrze posągi Buddhy. Teraz po cichu niszczą gust w necie.

Ja chcę pozostać po stronie sztuki elitarnej – chcę się chronić w galeriach, chcę rozprawiać o tym z czego Witkin czerpie w swoich fotografiach, a nie czytać rzeźnicki bełkot dotyczący umieśnionego koleżki z oświetlonymi pośladami, w którym padają takie sformułowania jak „symetria i piękno zmysłowej siły”. Choćbym miał jak Rejtan stać na straży poglądu, że o sztuce mogą dyskutować tylko wybrani, którzy mają pojęcie o kontekstach kulturowych, to nie spocznę. Pewnie będzie mnie to kosztowało znajomość kilku urażonych ciot-księżniczek, którym nie podoba się, że udywadniam ich niewiedzę i szydzę z uwielbienia dla złotych strun głosowych Edzi G.

Tak – jestem hejterem. Hejtuję bezkrytyczne klikanie w byle gówno i okraszanie poprawnych i banalnych zdjęć komentarzami „zjawiskowe”. Hejtuję braki w edukacji i nieznajomość szerszych kontekstów. I hejtuję nieznajomość polskich znaków interpunkcyjnych – ale o tym w innym wpisie. I hejtuję banalne pracę osób pokroju Maciej Grochala. Panie Macieju – każdy może o sobie napisać „artist” na profilu. Niestety w internecie naprawdę każdy…