#BH: Szczęście za poznawczym horyzontem i nieformalna praktyka uważności.

Opublikowano Kategorie Lifestyle, Psychologia, Tak tylko mówię

Jeszcze tylko napiszę ten tekst, odpowiem na zaległe maile, przygotuję ofertę i będę miał wolne. Często mój umysł tak negocjuje warunki zwolnienia z kary jaką zdaje się być życie. Czekamy na weekend, wolne popołudnie, wakacje, koniec obostrzeń. Jak mówi Shawn Achor – przepędziliśmy szczęście za poznawczy horyzont. I bawimy się z nim w gonienie króliczka. Sam się na tym złapałem. Nie pierwszy raz. Ale mam nadzieję, że ostatni.

Bo przecież piszę ten tekst teraz. I właśnie teraz na ekranie pojawiają się litery. Jedna po drugiej kodują moją myśl w wyrazy. A potem zdania. I teraz uważnie śledzę ten jeden wiersz, w którym jedna po drugiej pojawiają się litery. Uważnie. To jest esencja mojego życia. Tu i teraz.

Potem chcę równie uważnie odpowiadać na maile. Przygotować ofertę. A potem uważnie przeznaczyć czas na to, co będę chciał robić. Bez oceniania, że czas „wolny” jest lepszy niż czas „w niewoli” codziennych czynności.

Łapałem się na tym już wielokrotnie. Życie, które polegało na odhaczaniu zadań z listy. DONE. Zrobione. Można robić kolejne. Szczerze przyznaje, że czasem zamiast skupiać się na tym CO i JAK robię – skupiałem się, żeby zrobić. Bo mój łaknący dopaminy mózg czekał tylko na sygnał, by uruchomić mezolimbiczny szlak dopaminergiczny¹. By nasycić brzuszek dopaminowym eklerkiem z chłodnym, kojącym kremem satysfakcji. I tak to raz truchtałem, raz biegłem a nieraz się czołgałem w kierunku satysfakcji i tego co będzie. Bezpardonowo olewając to co jest.

Tak – olewając. Bo brutalnie mówiąc – jeśli jedną nogą stoję w przeszłości i rozpamiętuję to, co było, a drugą jestem już w przyszłości i fantazjuję o tym co będzie, to szczam na teraźniejszość gorącym moczem nieuważności. Obawiam się, że bywało też gorzej. Obiema nogami byłem w przyszłości i żeby się nie przewrócić przykucałem. I chyba często srałem na tu i teraz.

Przepraszam za te fekalne i urynalne porównania.

Możesz pomyśleć, że taki kloaczny język to znak, że jestem na siebie zły. Nie – jestem bardzo szczęśliwy. Bo to zauważyłem. I zaczęło mnie to uwierać. To dla mnie lekcja – mój umysł to straszna gaduła. A uwaga to latawica. Już to wiem i to przyznaję. I chcę to cierpliwie zmieniać.

Temu służy nieformalna praktyka uważności, którą odkrywam z Jonem Kabat-Zinnem. Skoro jest nieformalna to pewnie istnieje też formalna praktyka. Zgadza się – formalna jest być może bliska twojemu wyobrażeniu medytacji i tzw. mindfulness. Siedzisz na modnym wypełnionym gryką zofu i jesteś. Przeznaczasz czas na formalną praktykę uważności. A nieformalną praktyką jest całe życie w uważności. Skupienie się na tu i teraz i ciekawa obserwacja.

Takie życie nie oznacza, że nie myślisz o przyszłości i że nie analizujesz przeszłości. Robisz to – uważnie. Wtedy kiedy chcesz. I jest to twój wybór a nie wybór twojego – błąkającego się jak pijany gołąb na festiwalu nalewek z Podlasia – umysłu. Uważne pisanie, mówienie, słuchanie. Uważne jedzenie, sprzątanie i spacerowanie. To co dzieje się tu i teraz zasługuje na uwagę tu i teraz i – nie boję się tego słowa – zachwyt i ciekawość.

Gdy piszę ten tekst uważnie śledzę pojawiające się na ekranie litery. Jednak czasem mój umysł płata mi figla. I neurony wysyłają mnie na wycieczkę w odległe galaktyki. Piszę o zofu wypełnionym gryką i od razu iskrzą neurony przechowujące pamięć o rozmowie z przyjaciółką, która taką poduszkę kupiła. I ta jedna myśl sprawia, że bezwiednie sięgam po smartfon. I piszę do niej – na jakiej stronie kupiłaś tę poduszkę. I po 4 minutach też kupuję poduszkę. Nici z uważności i mindfulness? Wcale nie. Bo uważnie zauważam to i uznaje jako część praktyki. I część coraz większej świadomości. Czule pozdrawiam te moje neurony. Odpalające się jak rzutkie surykatki z ADD na dużej dawce cukru.

Jestem złakniony tej uważności jak nowego sezonu Opowieści podręcznej. Lecz uczę się też cierpliwie ją praktykować. W każdym obszarze mojego życia. Robię tam powolne uzyski. 1% tu, 1% tam. Z czasem te procenty pęcznieją. W końcu – gdy startuje z poziomu 1,1 – 1% lepiej przez rok oznacza 37,78 po 365 dniach. To dużo. Choć 1% brzmi skromniej. Ale ja chce skromnie. Nie chce spektakularnej metamorfozy. Nie występuje w jakimś chorym reality show, w którym ludzi skalpelem, szpachlą, pudrem, gorsetem i instagramowym filtrem stylista fryzur i architektka paznokci gwałcą kapitalistyczną bajką o nowym i lepszym JA. Moje ja teraz jest ok i moje ja się uważnie zmienia. To super ciekawy proces. Myślę, że ciebie też zaciekawi.

Zwłaszcza, że są też korzyści typowo funkcjonalne. Ja uważność wprowadziłem w trzy obszary szkoleniowe – praca głęboka (Szkolenie Deep Work), stres w wystąpieniach (Wystąpienia publiczne i prezentowanie) i feedback (Szkolenie Komunikacja Kształtująca). Wszędzie tam uważność robi różnice. Bez pełnej uważności nie ma dobrej sesji pracy głębokiej – jednej z bardziej pożądanych kompetencji 21 w. Uważne przekazywanie swoich myśli w wystąpieniach publicznych, podczas prezentacji redukuje stres i przenosi cię w zupełnie nowy wymiar. Uważne słuchanie podczas spotkań sprzedażowych też. To zupełnie nowy wymiar działania. Wreszcie uważny feedback to po prostu świetne narzędzie rozwoju.

Uważność jest jak szczypta soli. Podnosi smak potraw, na które składa się życie. Wydobywa ten smak z działania. Co ważne – w przeciwieństwie do prawdziwej soli – z tą nie przesadzisz. Spróbuj. Bez oczekiwań. Bez osądzania. Po prostu uważnie czytaj te słowa. I zauważaj. W którymś momencie pojawią się automatyczne myśli. Być może ocena. w końcu to zabawa, którą nasz umysł uwielbia. Staje z radością wyprostowany jak sędzia w dowolnym talent show i MA OPINIE. Dobre, niedobre. Lubię, nie lubię. Kocham, nienawidzę. Głupie to, mądre to. Oddawaj fartucha, zostajesz. Jestem na tak, jestem na nie. Rama była, ramy nie ma.

Taka natura tego naszego ocennego umysłu. Choć jak mówi Shakespeare ustami Hamleta, W rzeczy samej, nic nie jest złem ani dobrem samo przez się, tylko myśl nasza czyni to i owo takim. Uznaj to z ciekawością. Ja już teraz też to uznaje. Akceptuję. Choć nie zawsze tak było. Kiedyś, gdy uważność traktowałem jak kompetencję, którą muszę wyszkolić i zabetonować w swoich neuronach solidną osłonką mielinową, frustrowałem się, gdy myśl uciekała. Gdy nie mogłem utrzymać uważności czytając, słuchając, mówiąc. Teraz mam pełną akceptację. I ciekawość. Bo z tą akceptacją przyszedł postęp. I z dnia na dzień moje życie jest coraz bardziej nasycone uważnością.

Nadal odhaczam rzeczy z listy. Ale nie to daje mi satysfakcję. Satysfakcje daje mi robienie. A nie zrobienie. DOING a nie DONE. Spróbuj, jeśli oczywiście chcesz. Ja chciałem.

Photo by fotografierende from Pexels

¹ Mezolimbiczny szlak dopaminergiczny – jeden ze szlaków, którymi aksony wydzielające dopaminę przebiegają w ośrodkowym układzie nerwowym. Mezolimbiczny szlak dopaminergiczny rozpoczyna się w brzusznej części nakrywki, leżącej w obrębie pnia mózgu. Znajdują się tam perykariony neuronów dopaminergicznych tworzących ten szlak. Wysyłają one wypustki do pewnych elementów układu limbicznego, zwłaszcza do jądra półleżącego w wentralnej części prążkowia. Mezolimbiczny szlak dopaminergiczny odgrywa ważną rolę, biorąc udział w kontroli pewnych zachowań emocjonalnych, motywacji, nagrody, przyjemności.

Jazan, Alejandro, „ADDRESSING PUBLIC SPEAKING ANXIETY THROUGH THE CONTEMPLATIVE PRACTICE OF MEDITATION: A MINDFULNESS APPROACH” (2019). Electronic Theses, Projects, and Dissertations. 799.