#BH: Annie are you ok? Widzę, myślę i się mylę.

Opublikowano Kategorie Lifestyle, Psychologia, Tak tylko mówięTagi , , , , ,

Co widzisz na tym zdjęciu? To pytanie zadałem uczestnikom szkolenia z komunikacji. Zdecydowana większość odpowiedziała – protest i pacyfikację protestu. Bezbronna dziewczyna (lub o zgrozo dziewczynka) stoi na przeciw szwadronu policji. Inni przyglądają się i nie reagują. Potem spytałem – jak myślisz co się stanie. Tu przeważał pesymizm. Nie dziwię się.

Na naszą interpretację zdarzeń wpływa kilka czynników. Po pierwsze kontekst – czas i miejsce, w którym oceniamy rzeczywistość. Zdjęcie i sytuację, w której znalazły się figurki LEGO uczestnicy szkolenia oceniali przez soczewkę doświadczeń polskiej ulicy A.D. 2020 i 2021. Przez pryzmat swoich lęków, doświadczeń i przekonań. Z kolei możliwe scenariusze snuli pod wpływem negatywnych emocji. A te – podobnie jak miejsce i czas wpływają na przetwarzanie i interepretacje rzeczywistości. 

A przecież pierwsza myśl nie jest faktem. Jest tylko hipotezą. Która być może wymaga weryfikacji. 

Ta scena przedstawia scenę ze szkolnej wycieczki do najbliższego posterunku policji. Tam dzieci z klasy VI A – z mojej LEGO szkoły z LEGO miasta – bawią się i uczą się, czym jest władza i jej nadużywanie. Zgromadzeni gapie, to dumni rodzice. Oni też są na tej wycieczce. Razem z pedagogiem edukują dzieci – w tym Annie, którą widzisz na zdjęciu. Na początek dziecko ma zarządzać i wydawać rozkazy. Annie się sroży. Odnajduje się dobrze w tej kulturowej roli. Potem dorośli z dziećmi rozmawiają o tym i o nadużyciach władzy. Koniec

Na tę interpretację nie wpada nikt. Nie dziwię się. Nasz krajowy kontekst jest tak silny i tak przesycony, że ludziom trudno o inną interpretację. Zwłaszcza, że gdy w Polsce słyszysz tętent kopyt, to może nie ma sensu zastanawiać się czy to zebry

Może nie. Jednak ja chcę być człowiekiem, który zada sobie pytanie – czy to co myślę jest tym co jest. Innymi słowy, czy moja interpretacja jest trafiona

Żeby być takim człowiekiem trzeba po pierwsze przyjąć, że NIE MA RZECZYWISTOŚCI i są tylko interpretacje. Innymi słowy, że nasz proces poznawczy to nie odzwierciedlenie rzeczywistości. To mega subiektywne mapowanie tego co widzimy. Po drugie trzeba pamiętać, że te myśli (interpretacje) nie stają się faktem przez samo zaistnienie

No i wreszcie po trzecie – warto wyrobić sobie nawyk zadawania pytania. Które brzmi – a jaka jest inna możliwa interpretacja. No i być otwartym na sytuację, w której nasza interpretacja jest funta kłaków warta. A to trudne. 

Lecz nie niemożliwe. Ja się tego uczę. Czasem na błędach. Jak to przy okazji pewnego badania rentgenowskiego. A było to tak…

Co dwa lata robię sobie badania okresowe. Mam jednoosobową działalność gospodarczą i sam muszę pamiętać o tym, by regularnie zrobić sobie rentgen, USG jamy brzusznej czy morfologię. Normalna rzecz. Pod koniec grudnia, przed samymi świętami, poszedłem więc zarejestrować się do poradni. Do USG trzeba się przygotować, więc odłożyłem je na drugi dzień. Rentgen, jak się okazało, mogłem zrobić od ręki. Wszystko przebiegało rutynowo. Rozebrałem się, podszedłem do aparatu. Pani zrobiła zdjęcie i poprosiła, bym poczekał na korytarzu. I wtedy powstało we mnie niczym nieuzasadnione przekonanie, że dostanę wynik od razu.

 Nie mogłem sobie przypomnieć, jak było dwa lata wcześniej. Ale i tak sam siebie przekonałem, że „poczekać na korytarzu” oznacza „poczekać na opisane zdjęcie i wynik badania”. Siedziałem tak sobie ze swoimi przekonaniami, gdy po pięciu minutach pani wychyliła się i (moim zdaniem) stroskanym głosem powiedziała: Pan Piotr, wynik po 13:00. Była 10:00. Spojrzałem na Panią i poza stroskanym głosem zauważyłem jeszcze (znów moim zdaniem) stroskaną minę.

I się zaczęło. 

Katastrofizacja myślenia. Nagle nabrałem przekonania, że gdyby wszystko było dobrze, to wynik otrzymałbym od razu. Że gdybym był zdrowy, to Pani powiedziałaby do mnie Pan Bucki, a nie Pan Piotr. No i na pewno nie miałaby takiego zatroskanego tonu i smutnej miny. Wystarczyło jedno zdanie i ja wiedziałem już wszystko. Choć tak naprawdę gówno wiedziałem. Na tym właśnie polegają zniekształcenia poznawcze. Proces poznawczy to po prostu postrzeganie zmysłowe i wyciąganie z tego wniosków. Tak budujemy sobie obraz rzeczywistości. 

Jeśli jednak przekombinujemy we wnioskowaniu, to pojawią się zupełnie błędne interpretacje. Ja na podstawie jednego zdania pani elektroradiolog zbudowałem sobie zupełnie błędny obraz rzeczywistości. I ten błędny obraz poskutkował bardzo nieprzyjemnym stanem emocjonalnym. Poczułem potworny lęk. Prawie atak paniki. Zacząłem myśleć, że może jestem chory. Gruźlica, rak, niewydolność serca. Wszystko to przychodziło mi do głowy, wszystko poza realnym wyjaśnieniem. Przecież zdjęcie musi opisać lekarz. I dlatego trzeba poczekać. Nie dlatego, że zbiera się konsylium, które mnie poinformuje o najgorszym i każe żegnać się z rodziną. 

Wszystko było dobrze. Po prostu lekarz mógł opisać zdjęcie później. Nie od ręki. Lecz ta interpretacja w tamtym momencie nie przyszła mi do głowy. Bo pewnie bałem się o zdrowie. I bałem się (albo nie wpadłem) na najprostszą rzecz, którą można zrobić. ZAPYTAĆ. 

Tak jak za każdym razem, gdy postrzegasz i gdy powstaje w tobie myśl możesz zapytać – a skąd wiem, że jest tak jak myślę. I czy jest inna możliwa interpretacja

Pytania są lepsze niż same założenia. A myśl nie jest faktem. W życiu, w biznesie i na ulicy. 

Szybkie wnioskowanie i szybkie myśli miały i mają sens nadal. Gdy widzisz człowieka idącego w twoim kierunku z pałką teleskopową, nie trać czasu na rozmyślania czy on chce się ciebie poradzić w jaki sposób działa mechanizm teleskopu i tym tekstem zaprosić cię na randkę. 

Jednak gdy wyceniasz na przykład potencjał rynku, czytasz posty i nagłówki na FB albo WP, albo patrzysz na zdjęcie księcia Williama, zastanów się, skąd wiesz, że to co wiesz i myślisz jest prawdą. I jaka może być inna interpretacja. 

Photo by Soulful Pizza from Pexels